Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Połakomił się na 100 złotych

    Połakomił się na 100 złotych

    (jg)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    "To napad. Dawaj pieniądze" - powiedział młody mężczyzna do ekspedientki ze sklepu spożywczego przy ul. Żelaznej. W dłoni miał nóż, na głowie kaptur. Przestraszona kobieta nie protestowała, gdy z kasy zabrał 100 zł. To już drugi napad rabunkowy w ciągu ostatnich dni w Białymstoku.
    Bandyta wszedł do niewielkiego sklepu spożywczego w czwartek ok godz. 9. Rano zakupy robią tu mieszkańcy pobliskich bloków i szkoły, ale napastnik wybrał taki moment, kiedy nikogo nie było w sklepie.
    - Ubrany był na czarno, miał ok. 18-19 lat, kaptur na głowie - mówi podkom. Dariusz Kędzior, oficer prasowy komendanta miejskiego policji w Białymstoku.
    Starsza ekspedientka widząc nóż w ręku bandyty nie stawiała oporu. Ten wziął z kasy pieniądze i wyszedł.
    - Dobrze, że nic mi się nie stało. Pieniądze, to pieniądze. Ale żeby tak w biały dzień. Bałam się, każdy by się bał. Wiadomo, co to komu przyjdzie do głowy? - kobieta nie potrafiła opanować drżenia rąk podczas zamykania sklepu na kłódkę, gdy policjanci zabierali ją na przesłuchanie.
    Podinsp. Piotr Rudnicki, komendant I komisariatu, jest zdziwiony, że do napadu doszło właśnie w tym miejscu: do tej pory okolica ta była dość spokojna, a sklepik jest niewielki, więc bandyta nie mógł liczyć na duży łup.
    Policjanci przeszukali pobliski teren, ale nie znaleźli sprawcy. Na razie nie wiadomo, czy czwartkowy napad ma związek z napadem z ubiegłego tygodnia. Wtedy młody bandyta z ajencji PKO, mieszczącej się w sklepie papierniczym przy ul. Warszawskiej, zrabował z szuflady 4 tys. zł oraz telefon komórkowy. Sterroryzował ekspedientkę pistoletem. Do napadu doszło również o godz. 9, w chwili, gdy pracownica była w sklepie sama. Nie wiadomo, czy miał prawdziwą broń, czy też jej imitację, bo dotychczas policjanci go nie schwytali.
    - Są pewne podobieństwa, ale są też pewne różnice, dlatego nie wiadomo, czy sprawcą obu napadów jest ta sama osoba - mówi jeden z policjantów.
    Wszystko wskazuje na to, że bandyta, który napadł na sklep przy Żelaznej, działał sam, a ten, który obrabował ajencję, miał wspólnika. Wspólnik czekał na niego na pobliskim parkingu w samochodzie. Policja w obu sprawach prowadzi czynności operacyjne.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama