Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Wstrząsająca historia starszego mężczyzny. Znalazł się w obcym mieście nie wiedząc nawet jak się nazywa

Krzysztof Potoczała k.potoczał[email protected]
Ma 168 cm wzrostu, 56 kg wagi. Na grzbiecie lewej dłoni między kciukiem a palcem wskazującym wytatuowana kotwica. Odnaleziony 1 września w Ustrzykach Dolnych.
Ma 168 cm wzrostu, 56 kg wagi. Na grzbiecie lewej dłoni między kciukiem a palcem wskazującym wytatuowana kotwica. Odnaleziony 1 września w Ustrzykach Dolnych.
Pogotowie zabrało do szpitala starszego człowieka. Był zziębnięty, głodny, osłabiony. Nie wiedział, jak się nazywa i skąd pochodzi. Jego tożsamość nadal jest tajemnicą.

Najpierw, kuśtykając o kulach, błąkał się obok baru i sklepów przy dworcu PKP. Potem ktoś podprowadził go do pobliskiej apteki. Farmaceutka zapytała, co chce kupić. Wtedy się rozpłakał i poprosił o pomoc. Przyjechała karetka. Wstępne lekarskie oględziny nie wykazały, by nieznajomy miał ślady pobicia. Policja sporządziła rysopis, spisała protokół. Komunikaty rozesłano do wszystkich jednostek. Opublikowano je także w prasie i telewizji. Efekt? - Nadal jesteśmy na początku drogi - przyznają policjanci.

- Pierwsza rzecz, o jaką poprosił w szpitalu, to środki czystości - mówi sierżant sztabowy Daniel Szeremeta z ustrzyckiej policji. - Nie golił się najwyżej dwa, trzy dni, a już bardzo mu to przeszkadzało. Chciał się też dokładnie umyć i przebrać.

Wyjechał z domu prawdopodobnie 30 lub 31 sierpnia. Nie miał bagażu, nawet podręcznej torby. Ale - podkreśla - w podróż nigdy nie zabierał nesesera, bo przecież nie byłby go w stanie dźwigać poruszając się o kulach. Więc wyjeżdżał częściej, ale dokąd, do kogo?

31 sierpnia: Lublin - Przeworsk
W kieszeniach jego ubrania funkcjonariusze znaleźli: niebieski grzebień, żółty ołówek, brązowy skórzany portfel typu podkówka, złamane wiertło, świstek papieru z odręcznym napisem Ustrzyki Dolne oraz bilet PKP Intercity wydany 31 sierpnia na trasę Lublin - Przemyśl przez Przeworsk. Pociąg jechał z Bydgoszczy.

Policja rozmawiała z konduktorem, który potwierdził, że tego dnia wypisał bilet do Przemyśla starszemu, kalekiemu mężczyźnie. Poznał go ze zdjęcia, podkreślił, że ten miał trudności z mową i że był kompletnie zagubiony. Ale otworzył portfel i pokazał karteczkę ze skreślonym ołówkiem napisem Ustrzyki Dolne. Pociąg wyruszył z Lublina o godz. 18.14. Do Przemyśla dotarł o 22.39.

Co działo się wcześniej? - Musiałem stracić przytomność, bo ocknąłem się w jakimś parku lub na łące - przypomina sobie. - Trawa była mokra. Czułem ból w piersiach i w krtani, nie mogłem o własnych siłach wstać ani wykrztusić słowa. Wokół widziałem mgłę. Jacyś ludzie wzięli mnie pod ręce i poprowadzili do pociągu… Było ich troje, dwóch mężczyzn i kobieta, mieli najwyżej po 30 lat. Wysiedli kilka stacji dalej, a potem przyszedł konduktor.

- Nieznajomy twierdzi, że osoby, które wsadziły go do pociągu, mogą być odpowiedzialne za ograbienie go z dokumentów, kluczy do mieszkania, zegarka i pieniędzy - opowiada Szeremeta. - Nie mamy jednak cienia pewności, co przy sobie miał, a czego nie miał. W podkówce znaleźliśmy nieco ponad 200 zł.

- Tam była na pewno większa suma - zapewnia NN. - A zegarek nie byle jaki, bo szwajcarski Tissot. Dostałem go na pamiątkę od ojca w 1939 r. Taki sam otrzymał mój brat bliźniak. Wydaje mi się, że miał na imię Horacy.
Zygfryd Paribus? Nie ma takiego.

Październikowe przedpołudnie. W dwuosobowym pokoju, na łóżku pod oknem, siedzi mężczyzna. Starannie ogolony i uczesany, koszula zapięta na ostatni guzik. W sanockim schronisku św. Brata Alberta jest od miesiąca. Wstaje, podaje dłoń, uśmiecha się, wskazuje krzesło. Obok sierżant Szeremeta i nadkomisarz Sylwia Puchalik, psycholog z podkarpackiej policji.

Policjanci odwiedzają go co kilka dni; próbują wydobyć od niego strzępy wspomnień. Tych dalszych i tych całkiem bliskich. - Sposób zachowania, gestykulacji, prowadzenia dialogu wskazują na ogładę i wykształcenie, być może nawet wyższe - ocenia psycholog.

Dużo mówi o książkach. Nie potrafi przypomnieć sobie autorów, ale zaznacza, że właśnie książek brakuje mu najbardziej. Z literatury pięknej i z astronomii. Po tym, co się stało, zatracił jednak umiejętność sprawnego czytania i teraz znowu się uczy. - Pożyczyłam mu szkolny podręcznik - mówi Sylwia Puchalik. - To z niego przepisuje wyrazy do zeszytu i robi to bardzo chętnie.

W ciągu paru dni zapełnił słowami i zdaniami kilka kartek. Całkiem jednak zadziwił policjantów, kiedy napisał swoje, jak zapewnia, imię i nazwisko: Zygfryd Paribus. - Sprawdziliśmy, w Polsce nie ma kogoś takiego, nie ma nawet nazwiska z końcówką "bus“ - wyjaśnia Daniel Szeremeta.

Niejasne wspomnienia
Każdą chwilę poświęca na przypominanie sobie, kim jest. - Nawet w nocy nie daje mi to spokoju, aż mi głowa pęka - wyznaje. - Ale wierzę, że w końcu przyjdzie czas, kiedy moja pamięć się odblokuje.

- Widzę, jak się stara - mówi Bogdan Ślusarz, kierownik schroniska. - Bardzo mi go żal, bo to takie szukanie siebie po omacku.

Parę dni temu otworzyła mu się jakaś klapka w mózgu i zobaczył siebie w dzieciństwie. Siedział w domu przy stole wraz z bratem bliźniakiem, przeglądali elementarz, obok był ojciec. I nagle huk spadających bomb, strzelanina, brzęk tłuczonego szkła, zwały gruzu. W niejasnych wspomnieniach pojawia się też rok 1947. — Byłem w Swineminde, czyli w Świnoujściu. Pamiętam rosyjską bazę na morzu ze ścigaczami i trałowcami. Nie miały nazw, tylko symbole złożone z liter i cyfr. Wtedy do portu przypłynął polski niszczyciel "Błyskawica“. I tu obraz mi się urywa.

1 września przyjechał do Ustrzyk, ale ta nazwa jest mu obca. Kojarzy natomiast Ustronie. - Sprawdziliśmy w Ustroniu Górskim i Morskim, nikt naszego Zygfryda nie zna - rozkłada ręce Szeremeta.

- A Bieszczady?
- O, Bieszczady tak, to góry, musiałem tu być - ożywia się Zygfryd. - Obok morza są moim drugim ukochanym miejscem.
- Solina, Połoniny?
- Nie, nie przypominam sobie…

Puchalik: - Ale kiedy powiedzieliśmy mu, że mieszka teraz w Sanoku, od razu odparł, że to miasto nad Sanem.
Jak to możliwe, że przez półtora miesiąca nikt z rodziny, krewnych, sąsiadów nie zauważył zniknięcia starszego człowieka? Mimo że figuruje w policyjnej bazie jako osoba zaginiona, to faktycznie nikt nie zgłosił jego zaginięcia. Jest człowiek, a jakby go nie było.

Przecież ma chyba emeryturę, musi płacić rachunki. Zatem pewnie przychodzi listonosz.

- Niekoniecznie - zauważa Zygfryd. - Dzisiaj takie sprawy załatwia się w banku, przez stałe zlecenie. W moim przypadku (Zygfryd chwyta za kule), to jak najbardziej uzasadnione.

Więc może być tak, iż rachunki są opłacane, sklepowa nie zwraca uwagi, że dawno nie widziała starszego pana, sąsiad jest zabiegany i nie zadaje sobie pytania, dlaczego drzwi obok są od dawna zamknięte.

Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych ITAKA prosi wszystkich mogących zidentyfikować mężczyznę NN o kontakt pod całodobowymi numerami telefonów: 0801 24 70 70 oraz 022 654 70 70. Do ITAKI można również napisać: [email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna