Jesteś tu: Strona główna Magazyn Artykuł

Basia i Tomek byli małżeństwem 4 lata. Swój rozwód świętowali huczniej niż wesele

Dodano: 4 września 2010, 13:15 Autor:

"Życie jest krótkie – weź rozwód” głosi napis na koszulce. Na Zachodzie podpisaniu papierów rozwodowych coraz częściej towarzyszy szampańska zabawa. Powoli ta moda dociera i do Białegostoku.

"Życie jest krótkie – weź rozwód” głosi napis na koszulce. Na Zachodzie podpisaniu papierów rozwodowych coraz częściej towarzyszy szampańska zabawa. Powoli ta moda dociera i do Białegostoku. (fot. Lawka.pl)

Plan "zabawy rozwodowej” obejmuje zazwyczaj: publiczne niszczenie aktu ślubu, składanie przysięgi antymałżeńskiej, blok konkursów tematycznych np.: "Podział majątku”, a także karaoke ze specjalnym antymałżeńskim repertuarem.

Tort prawie jak weselny: piętrowy, pełen lukru i różyczek. Tylko góra jakaś taka inna. Samotna panna młoda zastygła w geście, jakby przed chwilą kogoś uderzyła. Zamiast figurki Jego, krwista plama (pewnie sos owocowy) ciągnąca się aż do dołu, gdzie leży zmarniała figurka niegdysiejszego Pana Młodego.

Szokujące? Nie dla tych, którzy właśnie postanowili, że "nie opuszczę Cię aż do śmierci” to jednak trochę za długo. Teraz coraz popularniejsze są tzw. divorce party (impreza rozwodowa). Swoich wiernych fanów ta idea znalazła zarówno za oceanem, jak i w krajach europejskich. Na Zachodzie to już zresztą prawdziwy biznes porównywalny z hucznymi chrzcinami, wieczorami panieńskimi czy kawaleryjskimi. Są restauracje specjalizujące się w tego typu imprezach, porady dotyczące organizowania takiego "balu” można znaleźć na dziesiątkach stron internetowych.

Sposób na rozwodową traumę?

Moda z zachodu ogarnęła również Polskę. Rozwodowy biznes z roku na rok rozkręca się coraz bardziej. Na razie głównie w większych ośrodkach, ale moda ta powoli dociera i do nas.

Basia i Tomek z Białegostoku małżeństwem byli ponad cztery lata. Decyzję o rozwodzie podjęli wspólnie. Nieorzekanie o winie znacznie przyspieszyło procedurę. Ale choć sam rozwód udało im się przeprowadzić bezkonfliktowo, to jak sami przyznają, nie były to najprzyjemniejsze chwile w ich życiu. Bądź co bądź, było to jak przyznanie się do największej porażki w życiu.

– Ciągłe tłumaczenie się ze swojego prywatnego życia przed rodziną, przyjaciółmi, znajomymi stało się z czasem męczące, dlatego poczułam ulgę po usłyszeniu orzeczenia sądowego – przyznaje Basia.
Prawdziwy koniec, ten mentalny, małżeństwa nastąpił jednak później.

– Tuż po rozprawie koleżanki zapowiedziały mi, że teraz zajmą się mną na dobre – wspomina Basia. – I zajęły. Zasłaniając mi oczy, wprowadziły do samochodu. Babski wieczór, wino, rozmowa do rana – tak to sobie wyobrażałam. O święta naiwności! Nie mogłam być w większym błędzie.

Zdała sobie z tego sprawę, kiedy znalazła się w jednym z najlepszych klubów nocnych w Białymstoku.
– Koleżanki zadbały o każdy najmniejszy szczegół. Już na samym początku obdarowały mnie seksowną bielizną. Później, popijając dobrze schłodzoną "roz-wódkę”, składałam przysięgę niewierności małżeńskiej.

Był też i tort, na wierzchu którego znalazła się figurka z moją podobizną stojącą w zacnym towarzystwie przystojnych panów. Muszę przyznać, że wieczór panieński sprzed czterech lat nijak miał się do tej imprezy, a koleżankom skutecznie udało się odczarować mit nieszczęśliwej rozwódki – ze śmiechem wspomina Basia.

Dr. Bartosz Kuźniarz, socjolog i filozof z Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku podkreśla, że choć na pierwszy rzut oka imprezy rozwodowe mogą wydawać się niesmaczne, to z drugiej strony pod płaszczykiem błazenady i szampańskiej zabawy może kryć się autentyczna rozpacz, którą cała ta otoczka ma ukryć i uśmierzyć. Rozwodząca się osoba otrzymuje wtedy wyraźny sygnał od otaczających ją ludzi, że pomimo przykrych zmian zachodzących w jej życiu wciąż może ona liczyć na wsparcie.

– W socjologii od dawna w podobny sposób opisuje się rytuały pogrzebowe, stypy, które często przybierają postać hucznego przyjęcia – podkreśla dr Kuźniarz. – To zresztą nie przypadek, że wszystkie ważne, przełomowe momenty w życiu obrastają z czasem w jakieś zbiorowe rytuały – czy to ślub, narodziny dziecka, przeprowadzka do nowego mieszkania, czy wreszcie śmierć. Chcemy być w takich chwilach razem z innymi, czuć ich wsparcie.

Z hukiem rozwodzą się zresztą nie tylko kobiety. W internecie nie brak ofert "rozwodowych imprez” dla panów, jak choćby paintball, czy imprezy zamknięte z zabawami typu: rzucanie lotkami w tarczę z wizerunkiem eks-żony. Koszt takiej imprezy oscyluje w granicach 2 tys. zł, co w porównaniu ze ślubnym wydatkiem, nie wydaje się sumą zbyt wygórowaną.

Bywa też, że na "divorce party” wspólnie bawi się oboje eks-małżonków. Plan takiej imprezy poza tańcami, hulankami i swawolami z eks lub bez (to zależy jak się rozeszli w gniewie czy przyjaźni) obejmuje zazwyczaj: publiczne niszczenie aktu ślubu, składanie przysięgi antymałżeńskiej, blok konkursów tematycznych np.: "Podział majątku”, a także karaoke ze specjalnym porozwodowym i antymałżeńskim repertuarem.

Zwykła bzdura i szpan

Jak każda moda, tak i "rozwodowe party” mają swoich zdecydowanych zwolenników jak i przeciwników. Jednych i drugich można znaleźć nawet wśród rozwodzących się par. Małgosia, młoda stażem rozwódka, tuż po przypieczętowaniu swojej porażki (jak określa rozwód z mężem), na świętowanie zdecydowanie nie miała ochoty. A i tych, którzy wybierają taki frywolny sposób na pożegnanie ze stanem małżeńskim zwyczajnie nie rozumie.

– Ciekawa jestem jaką sukienkę ubiera rozwiedziona? Czy rzuca stary welon czy może wiązankę? A jak dzielą się gośćmi? W końcu mieli wspólnych znajomych, a im dłużej małżeństwo trwało, tym większe ich grono – pyta z nieskrywaną zgryźliwością. – Dla mnie takie "divorce party” to kompletna bzdura, szpan, zagłuszenie własnego sumienia lub głosu, który mówi, że coś w swoim życiu spapraliśmy. Jak można się cieszyć, że źle się wybrało, że zmarnowało się na kogoś, kto nie był tego wart, jakiś tam szmat czasu? Może prościej się rozwieść, gdy nie ma dzieci, gdy jest się młodym... Młodzi teraz zanoszą papiery rozwodowe do sądu jakby nieśli swoje CV. Rok ślubu i do widzenia! Ale rozwód to nie powód do dumy, śpiewania piosenek i ostentacyjnego rwania na strzępy tekstu przysięgi małżeńskiej. Rozwód może być ulgą, ale nie radością, ulgą przeżywaną w ciszy serca.

– Takie imprezy to wciąż jeszcze zjawisko egzotyczne i nowe. W Polsce, w której wpływy religii katolickiej są ciągle silne, jeszcze rzadsze – przyznaje socjolog Bartosz Kuźniarz. – Przypuszczalnie będzie ich jednak coraz więcej, choć osobiście wolałbym nie tylko, aby ludzie przeżywali swój rozwód w nieco inny sposób, ale aby jak najrzadziej się rozwodzili.

Czytaj więcej o:
  • divorce party
  • impreza rozwodowa
  • imprezy rozwodowe
Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Stracił słuch i... nagrał płytę

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Zadzwoń 0 800 127 067

Napisz maila:

Napisz na Gadu-Gadu: 37427244

Napisz na Skype: dyzurny

Serwisy tematyczne

Serwisy społecznościowe

wspolczesna.pl jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.wspolczesna.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.