Inni mogą się ogrzać na ulicy. Suwalczanie – nie
Dodano: 4 lutego 2012, 7:00 Autor: (tom)
Czemu nie ma koksowników?Teraz Łomża, a wcześniej między innymi – Warszawa i Kraków. – Czy w Suwałkach nie można zainstalować na ulicach koksowników – pytają nasi Czytelnicy.
Pierwszy, kiedy tylko zaczynała się obecna fala mrozów, z pomysłem wystąpił znany społecznik Jerzy Ząbkiewicz.
– Niech ludzie czekający na przystankach na miejskie autobusy choć trochę się ogrzeją – argumentował.
Podobne rozwiązanie Ząbkiewicz proponował też w ubiegłych latach, ale nie spotkało się to z uznaniem władz.
Od kilku dni koksowniki ogrzewają natomiast mieszkańców wielu miast. Są zwykle ustawiane przy przystankach komunikacji miejskiej. W Krakowie – także w innych punktach.
Od czwartku pięć koksowników stoi na ulicach Łomży. Taką decyzję podjął prezydent tego miasta. Koksowniki wykonało Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Ono też kupiło około 600 kilogramów koksu.
Łomżanom pomysł bardzo się spodobał. Narzekali jednak, że takich „ogrzewanych miejsc” jest za mało.
O to, czy chcieliby zagrzać się przy koksownikach zapytaliśmy suwalczan stojących na przystanku przy ul. Noniewicza, gdzie zwykle gromadzi się dużo ludzi.
– Stan wojenny znowu wprowadzają? – żartowała jedna z kobiet pamiętająca, że na przełomie 1981 i 82 roku panowała bardzo sroga zima i władze ustawiały koksowniki wszędzie, gdzie się dało. – Ale mówiąc poważnie, to bardzo dobry pomysł. No chyba, że z kasy miejskiej miałby na to pójść jakieś gigantyczne pieniądze.
A co na to władze? Jarosław Filipowicz, rzecznik prasowy ratusza twierdzi, że taki pomysł nie był do tej pory rozważany. Czy będzie, nie wiadomo.





