Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Niczego nie żałuję

    <I>Niczego nie żałuję</I>

    (Jot)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Major Zygmunt Błażejewicz, pseudonim "Zygmunt", był dowódcą 1. Szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK majora "Łupaszki". Podczas okupacji dowodził grupą specjalną, która wykonywała wyroki na oficerach NKWD i UB, konfidentach oraz kolaborantach wysługujących się Sowietom. W ubiegłym tygodniu spotkanie z majorem odbyło się w Centrum Promocji Regionu "Przystanek Czerlonka" w Hajnówce.
    Major Zygmunt Błażejewicz &quot;Zygmunt” (ur. 1918) był uczestnikiem kampanii wrześniowej 1939 jako kapral podchorąży, a od sierpnia 1943 członkiem

    Major Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt&#8221; (ur. 1918) był uczestnikiem kampanii wrześniowej 1939 jako kapral podchorąży, a od sierpnia 1943 członkiem oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, działającego na Wileńszczyźnie pod dowództwem por. Adama Boryczki "Tońka&#8221;. Był jednym z najwybitniejszych dowódców partyzanckich Białostocczyzny. Trafił do odtworzonej na Podlasiu 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", gdzie w stopniu porucznika dowodził 1. Szwadronem (około stu żołnierzy). Zasłynął jako znakomity dowódca polowy, niepokonany w walkach z NKWD i innymi formacjami komunistycznymi. Po rozwiązaniu 5. Brygady Wileńskiej we wrześniu 1945 r. "Zygmunt" zagrożony aresztowaniem wyjechał do Hiszpanii, a następnie do Argentyny, w której spędził 12 lat. W roku 1960 wyemigrował z rodziną do USA, gdzie mieszka do dziś. ©J. Zachaj

    Zygmunt Błażejewicz, goszcząc w Hajnówce, rozpoznał zrekonstruowany zabytkowy budynek przystanku kolejowego w Czerlonce, przy którym wraz ze swoim szwadronem fotografował się podczas okupacji.
    Historia wydarzeń sprzed 60 lat do niedawna opisana tylko przez jedną stronę, doczekała się w końcu konfrontacji uczestników wydarzeń z drugiej strony. Gość opowiedział o przebiegu walk i formowaniu się polskiego ruchu oporu na Wileńszczyźnie, a później na Białostocczyźnie. Najsmutniejsze w historii jego służby były kulisy dowodzenia sekcją egzekucyjną.
    - Byliśmy nastawieni w ten sposób, że wróg to wróg - mówił Zygmunt Błażejewicz. - Był bezpieczny jak nie żył i pochowano go co najmniej metr pod ziemią.
    Walczyliśmy z nieprzyjacielem bezwzględnym i okrutnym. Wykonywałem rozkazy sumiennie, ale zdarzało się często, że schwytanych bolszewików puszczałem wolno. To w większości byli bardzo nieszczęśliwi ludzie. Idee, które wpojono im na siłę, stawały się ich zgubą. Kiedy odchodzili wolni, zabijali ich Sowieci, podejrzewając o zdradę. Wiele takich oraz innych zbrodni bezpodstawnie przypisywano naszym brygadom. Kiedyś, gdy w PRL ukazywały się na ten temat książki, wydawane w setkach tysięcy egzemplarzy, wszyscy przeżywaliśmy to bardzo, bo nie było żadnych możliwości sprostowania kłamstw. Propaganda stawiała nam podłe zarzuty o współpracy z Niemcami, mordowanie i grabienie. Dziś jednak dzięki młodym ludziom, historykom, którzy zebrali prawdziwe informacje, nikt już nie uwierzy w "bandytów" z AK - dodał major.
    86-letni Zygmunt Błażejewicz jako jeden z nielicznych ocalałych spośród żołnierzy swojej brygady nie żałuje stoczonych walk i poniesionych tak wielkich ofiar. Wyraził przekonanie, że walka, choć nie miała żadnych szans, przyczyniła się do zachowania względnej niezależności Polski, która nie stała się kolejną republiką ZSRR, a działalność na Białostocczyźnie sprawiła, że ta część kraju pozostała przy Polsce.
    Na pytanie uczestników spotkania jak długo po takich okropnościach wojny leczył własną psychikę, odpowiedział, że wizja tamtych dni prześladowała go długie lata. Jednak informacje o zamordowaniu po wojnie jego współtowarzyszy przez UB i NKWD pozwoliły wyleczyć się z wszelkich wyrzutów sumienia i dziś niczego nie żałuje.
    Na spotkaniu z majorem Błażejewiczem obecny był jego podwładny, członek oddziału Władysław Wołonciej. Zapytany przez niego o ocenę obecnej polskiej rzeczywistości, jego były dowódca odpowiedział, że Polacy zatracili ocenę trudu, jaki włożono kiedyś w walkę z komunizmem.
    - Komuna wpoiła Polakom ideę "kochajmy się". Zgubą był "stół" i porozumienie z komunistami. Polska byłaby Polską, gdyby wyeliminowano w odpowiednim czasie na zawsze co najmniej 2 tys. osób.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama