Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Popatrzymy, rozpatrzymy

    Popatrzymy, rozpatrzymy

    (zmo)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Grzegorz Zyskowski z Osowca rozumie naturę dzikich zwierząt, nie może pojąć natomiast zachowania urzędników

    Grzegorz Zyskowski z Osowca rozumie naturę dzikich zwierząt, nie może pojąć natomiast zachowania urzędników ©K. Radzajewski

    - Dziki zniszczyły mi pole kukurydzy. Prosiłem leśnika z Nadleśnictwa Rajgród, by przyjechał i oszacował szkody. Stojącą na pniu kukurydzę muszę już kosić, ale chyba jestem dla urzędników jak te dziki szkodniki - takim samym intruzem na ich włościach - mówił Grzegorz Zyskowski, rolnik z Osowca. - Nie ma nic "na gębę". Zyskowski nie dopełnił obowiązku złożenia podania - odpowiedział Zbigniew Poniatowski, zastępca nadleśniczego z Rajgrodu-Tamy.
    Grzegorz Zyskowski z Osowca rozumie naturę dzikich zwierząt, nie może pojąć natomiast zachowania urzędników

    Grzegorz Zyskowski z Osowca rozumie naturę dzikich zwierząt, nie może pojąć natomiast zachowania urzędników ©K. Radzajewski

    Grzegorz Zyskowski gospodaruje na 120 hektarach, obsiał 25 hektary kukurydzą, jest jednym z większych producentów mleka nad Biebrzą. Do grajewskiego Mlekpolu oddaje co drugi dzień po 3300 l mleka. Ten rolnik z Osowca i inni gospodarze mają problem z dziką zwierzyną, która wchodzi im w szkodę. Tymczasem rolnicy znad Biebrzy uważają za szkodników także... administrację Nadleśnictwa Rajgród-Tama.
    Dziki zryły pole
    - 21 września stwierdziłem, że dziki zniszczyły mi kukurydzę.
    Zgłaszałem problem już w sierpniu, bo te zwierzęta zryły mi pole. Leśnicy dali mi wtedy środek do pryskania pola - to taki specyfik oparty na wyciągu z gruczołów potowych wilka. Śmierdziało wilkiem jak diabli, ale chyba nie było skuteczne, bo dziki nie dały się oszukać - opowiadał pan Grzegorz.
    Zdenerwowany rolnik interweniował w Nadleśnictwie Rajgród, jednak nie dane mu było porozmawiać z szefostwem, bo wszyscy byli na urlopach.
    - Szkody szacuje mi zawsze Mariusz Marcinkiewicz, leśniczy ds. łowieckich, więc zwróciłem się bezpośrednio do niego. "Oszacuję, ale dopiero wtedy jak będzie skoszona kukurydza" - odpowiedział mi leśnik. To śmieszne, bo po skoszeniu nikt nie rozpozna bytności zwierząt na polu - mówił Zyskowski.
    Z opinią rolnika zgodził się "złapany na telefonie" nadleśniczy Podlewski. Wspólnie uznali, że Marcinkiewicz popełnił błąd. Nadleśniczy zasugerował Zyskowskiemu, by ten napisał podanie i miało być po sprawie. Zapracowany rolnik nie widział jednak potrzeby mnożenia zbędnych formalności, chciał oddać podanie leśnikowi podczas szacowania jego strat.
    - Nie będę jeździł codziennie po 30 km, żeby urzędnicy mieli spokojne sumienie. Czekałem, ale moja kukurydza nie mogła czekać - mówił osowiecczanin.
    Nic na gębę
    Okazało się, że leśnik bez podania nie przyjedzie do Zyskowskiego. Rolnik pojechał więc w minioną środę do Rajgrodu i dał wyraz swojemu oburzeniu w gabinecie zastępcy nadleśniczego Zbigniewa Poniatowskiego.
    Pan Grzegorz poinformował, że nosi się z zamiarem napisania skargę na Marcinkiewicza. "No to jak urzędowo, to mamy na to tydzień czasu. Popatrzymy, rozpatrzymy" - miał odpowiedzieć mu Poniatowski.
    - Maszyna do zbioru umówiona, a tu nałożono mi karę za dociekliwość - stwierdził rolnik. - My co roku mamy podobne problemy z dzikami, ale niech ludzie nie robią nam problemów.
    W minionym tygodniu byliśmy w Osowcu. Zastaliśmy łany kukurydzy stratowane przez dziki. Zyskowski szacuje, że z jednego hektara kukurydzy może wychować cztery krowy, zaś dziki zniszczyły ok. ćwierć hektara. Ocenia swoje straty na ok. 8 tys. zł, co odpowiada rocznemu udojowi mleka od jednej krowy.
    O wyjaśnienie zaistniałej sytuacji zwróciliśmy się do najpierw do Marcinkiewicza.
    - Nie będę rozmawiał z nikim na ten temat - powiedział nam leśnik.
    - To prawidłowa reakcja. Wszelkie sprawy formalne należą do Nadleśnictwa. Tu nie ma nic "na gębę", bo jesteśmy instytucją państwową. Każdego interesanta traktujemy na równi. Polecę Marcinkiewiczowi, by szybko zajął się szacowaniem szkód u Zyskowskiego - stwierdził Zbigniew Poniatowski.
    W miniony piątek Marcinkiewicz był w gospodarstwie pana Grzegorza i oszacował jego szkody.
    Tylko w tym roku Nadleśnictwo Rajgród-Tama wypłaciło ok. 25 tys. zł odszkodowań kilkudziesięciu rolnikom za podobne straty.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama