Nadal maszerować, nadal salutować

    Nadal maszerować, nadal salutować

    (yes)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Wkrótce minie rok, odkąd trwa śledztwo w sprawie ewentualnych nieprawidłowości w 14. Pułku Artylerii Pancernej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.
    Nie zostało umorzone, nikomu jednak nie postawiono zarzutów.
    - Takiego postanowienia nie należy też spodziewać się w najbliższym czasie. Nie chcę wymieniać żadnych terminów, ale raczej już nie w tym roku - informuje ppłk Tomasz Tuturusz, szef Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Olsztynie, która prowadzi postępowanie.
    Zapewnia, że opieszałość spowodowały przyczyny obiektywne. Śledztwo jest wielowątkowe, konieczne okazały się opinie biegłych od rachunkowości.
    - Sprzeczne są też zeznania przesłuchanych dotąd świadków. Prawdopodobnie niezbędne będzie ich skonfrontowanie ze sobą. Brakuje również niektórych niezbędnych dokumentów - mówi Tuturusz.
    Prokuratura sprawdza, czy w 14. Pułku Artylerii Przeciwpancernej olej opałowy kupowano po zawyżonych cenach. Z zawiadomienia o przestępstwie, które złożył gen. Edward Pietrzyk, dowódca wojsk lądowych, wynika również, że służbowy sprzęt wykorzystywano do prywatnych celów. Zatuszowano kradzież tarcicy, która miała trafić na budowę willi jednego z majorów.
    Jak informowaliśmy, w styczniu list do Ministerstwa Obrony Narodowej przesłał Andrzej G., zwolniony dyscyplinarnie z jednostki zaopatrzeniowiec. Twierdził, że był naocznym świadkiem nieprawidłowości, do których dochodziło w JW 1747 w Suwałkach.
    Najpoważniejszy zarzut dotyczył zakupu oleju opałowego. Przetargi systematycznie miała wygrywać firma z Łomży, chociaż oferowała niekorzystne ceny. W piśmie mowa jest też o "lewych" fakturach, zawyżaniu rachunków na prace prowadzone w jednostce, niezgodnym z przepisami wykorzystywaniem służbowych samochodów.
    Zdaniem Andrzeja G., winę za taką sytuację ponoszą mjr Leszek Lemiesz, kierownik Wojskowej Administracji Koszar, mjr Jarosław Letkiewicz, główny księgowy i pułkownik Ryszard Bańkowski, dowódca pułku.
    Całą trójkę obciążyły również zeznania niektórych innych świadków. Błażej Z. był zatrudniony w pułku jako blacharz-konserwator. Twierdzi, że przez pięć dni w godzinach służbowych i za darmo budował altankę mjr. Lemiesza. Później przez 10 dni, wspólnie z żołnierzem służby zasadniczej, zajmował się dachem w daczy płk. Bańkowskiego w Piertaniach. Materiały służbowym żukiem dowoził Józef J. Wojciech B., elektryk, do Piertań został wezwany w nocy, bo zabrakło światła. W oświadczeniach, które trafiły do redakcji, mowa jest też o wykorzystywaniu wojskowego samochodu asenizacyjnego do opróżniania szamba przy daczy dowódcy.
    Józef S. był żandarmem. W lecie 2000 r. dowiedział, się, że boczną bramą wyjechał z koszar samochód załadowany tarcicą. Pojazd odnalazł się na ulicy Giżyckiej, gdzie dom budował szef WAK.
    - Wszystkie okoliczności sprawy zostaną sprawdzone - zapewnia ppłk Tuturusz.

    Czytaj także

      Komentarze

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo