Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Martwe jeziora

    (jsz)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    W jeziorach nie ma ryb - tego typu skargi coraz częściej wpływają do Polskiego Związku Wędkarskiego.
    PZW odpowiada: robimy, co możemy.
    Wędkarze twierdzą, że z roku na rok w suwalskim jeziorach ryb jest coraz mniej. Podejrzewają, że dzierżawcy oszczędzają na zarybianiu, choć pobierają wysokie opłaty za wędkowanie.
    Jeziora należą do Agencji Nieruchomości Rolnych. Ale dzierżawcą większości akwenów na Suwalszczyźnie jest PZW. Obowiązkiem dzierżawcy jest dbałość o stan wód i zarybianie.
    Robert Stabiński, dyrektor Zakładu PZW w Suwałkach, mówi, że zarzuty wobec związku są niesprawiedliwe.
    - Mamy plan zarybień i każdego roku z początkiem wiosny przystępujemy do jego realizacji. Zazwyczaj jest przy tym obecny ichtiolog. Po zakończeniu spisywany jest protokół.
    Wędkarze uważają, że nikt nie kontroluje też połowów rybackich oraz odłowów niewodowych. W tym przypadku zarówno dyrektor Stabiński, jak i Stanisław Konecki, ichtiolog z Olecka rozkładają ręce w geście bezradności.
    - Nie jesteśmy w stanie skontrolować wszystkich. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Przecież nikt nie podcina gałęzi, na której siedzi. Rybakom też zależy na tym, żeby ryba była, oni z tego żyją. Kontrolujemy wtedy, gdy mamy jakieś podejrzenia - zauważa Konecki.
    PZW wierzy w dobre intencje i uczciwość rybaków. Na przykład podczas letniego odłowu niewodowego na jeziorze Rospuda (gm. Filipów), trwającego około 14 dni, ichtiolog pojawił się tylko raz.
    PZW przyznaje, że liczba ryb spada z roku na rok. Przyczynę widzi jednak w zanieczyszczeniu środowiska, a nie w ewentualnych niekontrolowanych połowach.
    - Jeżeli przez 60 lat do jeziora były spuszczane ścieki, to straty są nieodwracalne. Brakuje tlenu, ryba nie rośnie, karłowacieje. W takim wypadku zarybianie to strata czasu i pieniędzy - mówi Konecki.
    Z kolei Agencja Nieruchomości Rolnych broni się, iż ma niewielkie możliwości kontroli. Może jedynie zalecać PZW informowanie władz gminnych o przeprowadzanych zarybieniach. Gminy mogłyby wysyłać swoich pracowników jako obserwatorów.
    - My staramy się informować. Robiliśmy to już wiele razy, ale odzew był niewielki. Oni się tym nie interesują - wyjaśnia ichtiolog PZW.
    Wszyscy zgodnie uważają, że sprawa jest beznadziejna, ale trudno powiedzieć kto jest winien.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Wszystkie komentarze (1) forum.wspolczesna.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama