Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Ogień zabrał wszystko

    Ogień zabrał wszystko

    Mariusz Kurzyk mkurzyk@wspolczesna.pl

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    EŁK. W ciągu jednej nocy Bogumił Linkiewicz stracił cały dorobek swojego życia. Z niewiadomych przyczyn zapaliła się kotłownia, a od niej - dom przy ul. Słonecznej. Właścicieli Minizoo i jego rodzina ledwo uszli z życiem.
    - Żona już leżała w łóżku, a ja oglądałem telewizję - opowiada Bogumił Linkiewicz, właściciel ełckiego Minizoo. - Nagle zauważyłem ogień na jednej ze ścian. Zdążyłem wybiec przez drzwi wejściowe, ale żona musiała już wyskakiwać przez okno. Niczego nie udało się uratować. Nawet buty musiałem sobie dzisiaj kupić, bo nie miałem w czym chodzić.
    Gaszenie z zarzutami
    - Zgłoszenie o pożarze dostaliśmy trochę późno - przyznaje st.
    kpt. Wojciech Nartowicz, dowódca jednostki ratowniczo-gaśniczej ełckiej straży pożarnej. - Być może właściciel sam próbował najpierw ugasić ogień. O pożarze poinformowano nas po północy. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, palił się dom i przybudówka. Ogień szybko zajął całe poddasze i strych. Ponieważ budynek miał drewnianą konstrukcję, akcja była bardzo trudna.
    Na miejsce dojechało 25 strażaków z Ełku, Kalinowa oraz Woszczel. Część z nich była już po służbie, ale została wezwana do akcji. Z ogniem walczyli całą noc. Dogaszanie zakończyło się dopiero wczoraj ok. godz. 11.40.
    Całą noc Bogumił Linkiewicz spędził w swoim samochodzie. Widział akcję i przyznaje, że nie jest zadowolony z działań pożarników.
    - Wogóle nie słuchali, co się do nich mówi - stwierdza ełczanin. - Próbowałem coś im podpowiedzieć, ale przecież oni wszystko wiedzą lepiej. Nie wiem, czy sąsiadowi udało się nagrać to, co się tutaj działo, bo mu kamera z ręki wypadła. Poza tym strażacy przyjechali na akcję z dziurawymi wężami. Woda i owszem, lała się, ale na boki. To przecież prawdziwy skandal!
    Podwójnie trudna akcja
    Pożarnicy nie mają sobie nic do zarzucenia.
    - Akcja była trudna i to podwójnie - stwierdza Wojciech Nartowicz. - Po pierwsze musieliśmy walczyć z żywiołem i trudnymi warunkami - wokół są działki, ogrodzenia i przybudówki. Poza tym naszą pracę utrudniał właściciel, który cały czas wyzywał strażaków. Jeśli chodzi o węże, to warto powiedzieć, że podziurawiliśmy je podczas działań - przerzucając przez ogrodzenie posesji. Do akcji braliśmy nowe.
    Strażacy podkreślają, że ich straty w sprzęcie są znacznie większe. Właśnie trwa ich szacowanie. Poza tym podczas akcji ucierpiał jeden z pożarników. Zwichnął sobie nogę.
    - Na szczęście nie było ofiar i pożar się nie rozprzestrzenił - podkreśla dowódca jednostki ratowniczo-gaśniczej ełckiej straży pożarnej.
    Nie chciałwpuścić policji
    - To moja posesja i nie mam ochoty, żeby mi się tutaj policja kręciła - stwierdził Bogumił Linkiewicz zamykając bramę przed policjantami, którzy przyszli na jego posesję. - Powinni się zapytać, czy mogą wejść, a nie zachowywać się, jakby byli u siebie. Poza tym co ja będę im tłumaczył i głowę sobie zawracał?
    Zdaniem Lecha Łaszcza, rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Ełku takie zachowanie wynika z dużych strat, jakie poniósł właściciel domu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mogą one wynosić ok. 250 tys. zł. Dom nie był ubezpieczony.
    Wczoraj właściciel Minizoo podjął decyzję o budowie nowego. Zwierzętom, z hodowli których jest znany w Ełku, nic się nie stało.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama