jez

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Tylko w niewielkiej części uznał łomżyński Sąd Okręgowy roszczenia pracownicy Urzędu Skarbowego w Kolnie Ewy Grużewskiej, która zarzuciła swojemu szefowi mobbing. Kobieta wnosząca o ponad 40 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania ma otrzymać tylko 7,5 tysiąca.
    Sprawa zaczęła się w 2002 r., kiedy urzędniczka powiadomiła przełożonego o próbie wręczenia jej łapówki za korzystne naliczenie podatku od nieruchomości zakupionej przez mieszkankę Kolna. Jak twierdzi Ewa Grużewska, naczelnik Janusz Malecki sprawę zbagatelizował, a ją zaczął szykanować. Prześladowania (np. odbieranie uprawnień, negatywna ocena pracy) miały doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia urzędniczki. Jak ocenia, straciła też znaczną część dochodów z powodu zaniżanych bez powodu premii.
    Wykorzystując obowiązujące od ub. roku przepisy o mobbingu wniosła sprawę do łomżyńskiego sądu. Wczoraj zapadł wyrok, w znacznej części oznaczający przegraną urzędniczki. Sędzia Sławomir Bagiński uzasadniając orzeczenie stwierdził, że zarzut mobbingu w rozumieniu "długotrwałego i uporczywego" nękania i poniżania pracownika, nie został w trakcie procesu potwierdzony.
    - Można jednak uznać, że niektóre działania pracodawcy miały charakter złośliwy i dyskryminujący powódkę - powiedział sędzia.
    Za takie uznał np. negatywną ocenę pracy Ewy Grużewskiej (jako jedynej urzędniczki kolneńskiego US) czy próbę przesunięcia jej na mniej płatne i prestiżowe stanowisko poborcy. Dlatego tylko w małej części uwzględnił finansowe oczekiwania powódki.
    Wyrok nie jest prawomocny. Ewa Grużewska i jej adwokat Lech Obara nie zdecydowali jeszcze o ewentualnym odwołaniu. Na uzasadnienie wyroku chce także poczekać naczelnik Janusz Malecki.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo