Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Coś na mnie znaleźli

    Coś na mnie znaleźli

    (tom)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Od ponad roku Grzegorz O., strażnik miejscowego Aresztu Śledczego, jest zawieszony w czynnościach.
    Choć uważa się za niewinnego, raz już został skazany przez sąd. W czwartek sprawa wróciła na wokandę.
    Afera wybuchła w listopadzie 2004 roku. Nieznany mężczyzna zatelefonował do dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Białymstoku. Stwierdził, że dysponuje planem ochrony suwalskiego aresztu. Nie powiedział jednak, skąd go ma, nie stawiał żadnych warunków. Wystarczyło, że złożył doniesienie. Parę miesięcy wcześniej dokument stracił wprawdzie aktualność, wciąż jednak, gdyby dostał się w niepowołane ręce, miał swoją wagę.
    Podejrzenie padło na Grzegorza O. - funkcjonariusza o nieposzlakowanej opinii, z wieloletnim stażem. O. twierdzi, że został przez swoich przełożonych wrobiony. Bo mówił prawdę, nie załatwiał różnych rzeczy "na gębę".
    Przeszukując mieszkanie funkcjonariusza policjanci na plan jednak nie natrafili. Znaleźli za to zarządzenie dyrektora generalnego służby więziennej w sprawie ustalenia metod i form wykonywania zadań ochronnych. Taki dokument posiadają wszyscy strażnicy w Polsce. Ma najniższą z możliwych klauzul, bo jest jedynie "zastrzeżony".
    - Od tego czasu sprawa planu ochrony jakby przestała istnieć - twierdzi Grzegorz O. - Wystarczyło, że "coś" na mnie znaleźli.
    Śledztwo odnoszące się do zaginięcia planu zostało umorzone ze względu na niewykrycie sprawców. Prokuratura sporządziła natomiast akt oskarżenia dotyczący znalezionego w mieszkaniu zarządzenia dyrektora.
    Grzegorz O. kwestionował tezę, że dokumentu nie mógł przechowywać w domu. Do dzisiaj ma zresztą wątpliwości, czy egzemplarz znajdujący się w aktach sprawy jest tym samym, który znaleziono u niego.
    We wrześniu ubiegłego roku sąd rejonowy skazał Grzegorza O. na pół roku więzienia w zawieszeniu.
    - To nie było ani uczciwe śledztwo, ani uczciwy proces - podsumowuje.
    Od wyroku się odwołał. Sąd Okręgowy na rozstrzygnięciu pierwszej instancji nie pozostawił suchej nitki, bo nie było do końca wiadomo, jakie dowody uznane zostały za udowodnione, a jakie nie, nie wykazano również, czy oskarżony rzeczywiście działał na szkodę interesu publicznego. Sprawa została zwrócona do ponownego rozpatrzenia.
    Rozpoczęła się na nowo w czwartek. Sąd jest tym razem znacznie bardziej dociekliwy i skrupulatny. Proces będzie kontynuowany w marcu.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama