Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Kobiety - ofiary prawa

    <B>Kobiety - ofiary prawa</B>

    Anna Mierzyńska

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Najpierw znęcali się nad nimi mężowie. Teraz zastąpiło ich państwo. W Polsce wciąż na lepszą ochronę mogą liczyć sprawcy przemocy domowej niż ich ofiary. Bo o byt sprawców troszczy się i prawo, i komornicy, i gmina. O to, jak poradzą sobie niszczone psychicznie kobiety i molestowane przez lata dzieci, nie pyta nikt. Janina K. i Ewa S. - one wiedzą o tym najlepiej. Ich koszmar zdaje się nie mieć końca.
    Ewa - mała i drobna. Trudno uwierzyć, że ma troje dorastających dzieci, a najstarsza córka w tym roku będzie zdawała maturę. Szukam na jej twarzy śladów tego, co przeszła. Mimo wielu lat życia z alkoholikiem, potrafi się uśmiechać, nawet oczy ma radosne. Dopiero kiedy mówi, że nic już jej nie pozostało, jak tylko nałykać się tabletek, jej oczy smutnieją. Tak samo jak oczy jej dzieci.
    Janina, Janka. Ona jeszcze nie straciła nadziei.
    Wciąż walczy, wierząc, że zwycięży, choćby zwycięstwo miało pochłonąć wszystkie jej pieniądze i kosztować utratę wszystkich sił. Wychodziła sobie ścieżkę do kilku urzędów, teraz wydeptuje ścieżki wśród tych, którzy wynajmują mieszkania. Musi znaleźć ludzi, którzy wynajmą pokój jej byłemu mężowi, nie pytając, dlaczego i po co. Bo jak zaczną pytać, na pewno nie zechcą podpisać umowy. Więc szuka. W imię lepszego życia - dla siebie i swojego syna. Może też trochę w imię zemsty. Bo czemu mężczyźnie, który tak długo ją niszczył, ma się dziś lepiej żyć niż jej? Czemu to on ma mieć za darmo dach nad głową?
    - Zrobię wszystko, żeby wreszcie normalnie żyć - Janka mówi to z taką stanowczością w głosie, że nikt nawet przez chwilę nie podaje jej słów w wątpliwość.
    Ewa, która mieszka w Choroszczy, straciła już nadzieję:
    - Nikt mu mieszkania nie wynajmie. To mała miejscowość, wszyscy go znają. To alkoholik i człowiek ogromnie konfliktowy. Po co komu taki ktoś na głowie?
    IEwa, i Janina mają ten sam problem - chciałyby odzyskać mieszkania, które prawnie do nich należą. I żyć w nich bez mężczyzn, których kiedyś nazywały swoimi mężami. Obie są rozwiedzione, a sąd przyznał im i ich dzieciom mieszkania kupione w trakcie trwania małżeństwa. Spłaciły swoich mężów, sąd nakazał mężczyznom opuszczenie pomieszczeń, ale to nic nie zmieniło.
    - Mówi, że tylko w trumnie go stamtąd wyniosą. On sam się nie ruszy - opowiada Ewa.
    Bajka? Przesada? Niekoniecznie. Polskie prawo daje dziś sprawcom przemocy znacznie większe prawa niż ich ofiarom. Byli mężowie mogą, jeśli wykażą się choć odrobiną sprytu, mieszkać w nieswoich lokalach, aż do śmierci. Chyba, że wcześniej zmienią się przepisy.
    Pomogli mi obcy ludzie
    Ewa wyprowadziła się ze swojego mieszkania trzy lata temu.
    - Wyszłam tak, jak stałam. Nawet ubrań na zmianę nie miałam, nie mówiąc już o jakichkolwiek meblach. No i byłam bez pracy - opowiada. Zabrała tylko trójkę dzieci. Należało się im spokojne życie, a nie ciągłe awantury. Jak rok później stwierdził sąd, jej mąż "znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją żoną i dwojgiem nieletnich dzieci. Po spożyciu alkoholu urządzał im awantury, używał wulgaryzmów oraz siły fizycznej". Cała czwórka do dziś nie może tego zapomnieć.
    - Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Na szczęście pomogli mi ludzie. Od nich dostałam wszystko, co dziś mam: ubrania, meble, nawet łóżka. Powoli, z ich pomocą, zaczęłam od nowa układać sobie życie.
    Przede wszystkim wynajęła mieszkanie, w którym jest do dziś. Płaci za nie 500 zł miesięcznie - dużo, bo jej stałe pobory to zaledwie 400 zł. Dorabia więc wszędzie, gdzie może. Pracuje rano, wieczorem i w nocy.
    - Dobrze, że dzieci już duże, same sobie radzą - wzdycha. - Tylko najmłodszego muszę pilnować. Choruje na cukrzycę od 13 lat. Co miesiąc muszę mu kupić insulinę - 150 zł, dać kanapkę i sok do szkoły, zanieść tam cukier - żeby był, w razie czego. Tfu, odpukać - Ewa ogląda się za siebie i szuka niemalowanego drewna. - Bo już dawno nic się nie zdarzyło...
    Pieniędzy brakuje im stale, już się do tego przyzwyczaili. Gorzej, że Ewa musi spłacać pożyczki. Do niedawna jeszcze wierzyła, że za kilka miesięcy wróci do swojego mieszkania, własnościowego.
    - Czynszu za niego nie trzeba płacić, tylko raz w roku podatek od nieruchomości, ok. 200 zł. Jaka to by była oszczędność - marzy. - Za jeden czynsz tutaj kupiłabym opał na całą zimę i byłoby z czego długi pospłacać... Co prawda mieszkanie jest małe, dwa pokoiki i kuchenka, ale byśmy się przecież pomieścili!
    Dzień tryumfu, dzień klęski
    Wydawało się, że powrót do domu będzie prosty. Bo przecież sąd zdecydował, że mieszkanie należy się jej, nie byłemu mężowi -pod warunkiem, że go spłaci. Spłaciła. Postarała się o tytuł wykonawczy do wyroku. Wypełniła u komornika wniosek o wszczęcie egzekucji, czyli o wyeksmitowanie byłego męża z nienależącego już do niego mieszkania.
    - Wtedy się dowiedziałam, że nic nie zaczną robić, dopóki nie wpłacę zaliczki na poczet egzekucji. Czyli 2,1 tysiąca złotych! A skąd ja miałam wziąć takie pieniądze?
    Napisała do sądu, żeby ją zwolnił z kosztów egzekucji. Jej prośba musiała chyba zdziwić sędziego, bo Ewa już dawno była z tych kosztów zwolniona. Czemu komornik sądził inaczej? Nie wiadomo. Kiedy poszła do niego drugi raz, już nie pytał o zaliczkę. Wyznaczył nawet termin eksmisji, na 12 lipca. To miał być dzień triumfu Ewy.
    - Wyglądało na to, że się uda. Bo Jarek miał gdzie mieszkać. Jego matka przepisała na niego własny dom, był więc jego właścicielem, nie zostawał bez dachu nad głową - opowiada.
    Kiedy Jarek dostał nakaz opuszczenia mieszkania, zaczął działać. Nie żeby się wyprowadził, w żadnym razie. Namówił natomiast swoją matkę, by cofnęła darowiznę. Zdążyli tę sprawę załatwić sądownie. 12 lipca Jarosław nie był więc już właścicielem żadnego domu, posiadał za to oświadczenie swoich rodziców, że nie wpuszczą go pod swój dach. A że od 5 lutego nie można nikogo wyeksmitować na bruk, do eksmisji nie doszło.
    - I pewnie nigdy nie dojdzie. Bo jakie ja mam teraz możliwości: albo sama mu wynajmę mieszkanie, albo gmina mu da lokal socjalny - wymienia Ewa. - A gmina takich lokali nie ma. Natomiast pokoju Jarkowi nie użyczy w Choroszczy nikt. Wszyscy go znają i nie chcą jego awantur. Nawet im się nie dziwię...
    Janka długo nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała od komornika. Bo jak to: ona, kobieta po przejściach, która dwukrotnie doprowadziła do skazania byłego męża za znęcanie się nad rodziną, ma wynajmować mu mieszkanie?
    - Dlaczego znowu mam być ofiarą, tym razem nie męża, tylko prawa obowiązującego w Polsce? -pytała. - Dlaczego to ja mam mu zapewniać dach nad głową, a o to, w jakich warunkach żyję ze swoim synem, nie troszczy się nikt?
    Przepisy górą!
    Niestety, i Janka, i Ewa przegrywają z przepisami. Gdyby sąd wcześniej wydał wyroki przyznające im prawo do mieszkań, gdyby wcześniej wystawił tytuły wykonawcze (czyli uprawnienia do rozpoczęcia procedury eksmisyjnej), nie musiałyby dziś kłopotać się, co zrobić z byłymi mężami. Niestety, w obu przypadkach tytuły wykonawcze wystawiono po 5 lutym 2005 r. - a to data graniczna. Tego dnia bowiem zaczęła obowiązywać nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego, w której pojawił się przepis, że nikt nie może zostać wyeksmitowany "donikąd". Nawet najgorszego przestępcę można wyrzucić z mieszkania dopiero, gdy ma on zapewnione pomieszczenie tymczasowe.
    - Uzasadnienie tego przepisu jest takie, że wykonanie eksmisji musi odbywać się zgodnie z poszanowaniem praw człowieka - wyjaśnia Danuta Konieczka, komornik IV rewiru w Białymstoku, która zajmuje się sprawą Janiny. - Stąd wymóg choć tymczasowego lokalu. Teoretycznie powinna go zapewnić gmina.
    Ale nie zapewni. Problemu z lokalami socjalnymi nie rozwiązała do dziś żadna polska gmina. W Białymstoku oddawanych jest właśnie sto takich mieszkań, ale zapotrzebowanie jest sześciokrotnie większe! Na nowy lokal mogą liczyć tylko rodziny z kilkoma wyrokami eksmisji, z zaległościami czynszowymi sięgającymi kilkudziesięciu tysięcy złotych! Na rzecz ich przeprowadzki lobbują ogromne spółdzielnie mieszkaniowe oraz Zarząd Mienia Komunalnego. Kobiety takie jak Ewa czy Janka nie mają nikogo, kto by się za nimi wstawił.
    W mniejszych gminach natomiast w ogóle nie buduje się mieszkań socjalnych, bo samorządy nie mają na to pieniędzy. Lokale zwalniają się tylko po czyjejś śmierci. Ewa mieszkająca w Choroszczy może więc latami czekać, aż były mąż wyprowadzi się z jej własnego mieszkania.
    Jeśli chce załatwić sprawę szybciej, musi szukać mieszkania do wynajęcia. I to nie byle jakiego. Taki lokal musi mieć co najmniej 5 mkw. powierzchni, do tego zapewnione oświetlenie, ogrzewanie, dostęp do wody oraz łazienki. Nie może być zawilgocony, za to powinna istnieć możliwość zainstalowania w nim urządzenia do przygotowywania posiłków. Wszystko to w zamian za lata bicia, awantur i krzyków.
    Króliki doświadczalne
    Komornicy podkreślają, że nie mają wyboru. Choć współczują kobietom, prawo zabrania im postąpić inaczej.
    - A to dopiero pierwsze takie przypadki. To dla nas naprawdę trudna sytuacja, tym bardziej, że musimy się nauczyć, jak się zachowywać - podkreśla Danuta Konieczka. - Choćby to, że trzeba dostarczoną do nas umowę najmu sprawdzić, zanim wyznaczy się termin eksmisji. Inaczej może być jak u pani Janiny K.
    Bo Janka znalazła chętnego, który zgodził się udostępnić pokój jej byłemu mężowi. Trochę po znajomości, trochę dlatego, że współczuł zdesperowanej kobiecie. Była więc data eksmisji, była nadzieja na szybkie rozwiązanie sytuacji. Niestety, w wyznaczonym dniu pani komornik pojechała sprawdzić wynajmowany pokój (za który Janka już zapłaciła).
    - Okazało się, że ten pan, który podpisał umowę najmu, nie jest właścicielem domu. A jego rodzice nie zgadzają się na to, by w ich domu zamieszkał były mąż Janiny K. - tłumaczyła potem pani komornik. - Poza tym łazienka była wspólna, w pokoju nie zauważyłam kaloryfera. Naprawdę, nie mogłam go tam eksmitować!
    - Szkoda, że pani komornik obejrzała się tak późno. Przecież do daty eksmisji mogłam poszukać jakiegoś innego pomieszczenia - denerwowała się Janka. - A tak postawiła mnie w tragicznej sytuacji!
    - Ja w ogóle nie mam obowiązku sprawdzać lokalu. Nigdzie tego w przepisach nie zapisano - mówi urzędniczka. - A teraz już wiem, że będę to musiała robić i to znacznie wcześniej... To pierwsza taka sprawa, a dopiero w praktyce pewne rzeczy wychodzą na jaw.
    - Czyli jestem królikiem doświadczalnym? - irytuje się Janka.
    Nie wiadomo, ile kobiet będzie musiało zmierzyć się z identyczną sytuacją. Janka i Ewa są pierwsze na Białostocczyźnie. Liczby wszystkich osób, których dotkną nowe przepisy, nie potrafi oszacować nikt.
    - Ja jeszcze takiego przypadku nie miałem. Iobym go nie miał jak najdłużej - wyznaje szczerze Cezary Kalinowski, przewodniczący Izby Komorników Sądowych Województwa Podlaskiego. - Bo może przepisy się zmienią? Może nie trzeba będzie decydować, czy dany lokal nadaje się do zamieszkania i na ile czasu ma być podpisana umowa najmu, by można było przeprowadzić eksmisję? Może...

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama