Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Napaść bez motywu

    <B>Napaść bez motywu</B>

    Jolanta Gadek

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Piotrek z Milejczyc cierpi na niedowład lewej strony ciała. Dopiero niedawno zaczął ruszać palcami. Słabo widzi, ma problemy z pamięcią. Sześć tygodni temu w Serpelicach nad Bugiem Piotrka oraz jego kolegów zaatakowali bandyci uzbrojeni w pistolet i kije bejsbolowe. Prokuratura wyjaśnia, czy wśród napastników był policjant z Łosic.
    Piotrek był nieprzytomny przez kilkanaście dni. Od uderzeń kijem bejsbolowym po głowie doznał obrzęku mózgu. Nie wiadomo było, czy przeżyje. Obrzęk ustąpił, ale skutkiem obrażeń jest paraliż lewej strony ciała. Najpierw leżał w szpitalu w Łosicach. Potem przewieziono go do Siemiatycz. Teraz przebywa w szpitalu w Białymstoku.
    - Widzę poprawę, Piotrek może już ruszać palcami u rąk i u nóg - mówi Monika, jego dziewczyna. - Rehabilitacja będzie długotrwała, ale mam nadzieję, że będzie chodził.
    Leży na boku, zakrywa dłonią twarz.
    - Najgorsze jest to, że nic nie pamiętam - mówi. - Ani jak mnie bili, ani jak nas zaatakowali. Nie pamiętam nawet jak przyjechaliśmy do Serpelic. Pamiętam tylko, że tam jechaliśmy. No i potem pamiętam już szpital.
    Ma problemy z odpowiedzią na najprostsze pytania.
    - Monika, ja mam 27 lat, prawda? - pyta. Gdy dociera do niego, o co pyta, wybucha płaczem. Długo nie może się uspokoić. Obok na krześle płacze jego kolega.
    Lekarze mówią, że ma szczęście, że przeżył. O szczęściu może też mówić kolega Piotrka, któremu jeden z bandytów przystawił pistolet do brzucha. Potem strzelił, ale kula na szczęście zahaczyła tylko o bok mężczyzny. Trzeci poszkodowany doznał złamania ręki.
    Wyruszyli pobawić się i odpocząć
    29 lipca panował straszny upał. Dziewięciu kolegów - mieszkańców Milejczyc i okolicznych wsi - wyruszyło do Serpelic. Tam wynajęli domki w ośrodku "Partner". Cieszy się on dobrą opinią. Malowniczo położony nad Bugiem ma dużo przestrzeni i dobre warunki w domkach.
    - Trochę wypiliśmy, potem, po zmroku część z nas wybrała się na poszukiwanie dyskoteki - wspomina jeden z mężczyzn. - Nie znaleźliśmy, więc wróciliśmy do ośrodka. W pobliżu bramy natknęliśmy się na dwóch mężczyzn. Byli rozebrani do pasa, mieli w rękach kije bejsbolowe.
    O coś zapytali, po czym nie czekając na odpowiedzi zaatakowali. Okładali Podlasian pięściami i kijami. Ci ruszyli w kierunku domków, gdzie została reszta kolegów.
    - Uciekaliśmy, bo jeden z nich przyłożył koledze pistolet do brzucha. Dotarło do nas, że to nie przelewki - opowiadają. - Wtedy padły strzały.
    Nikt nie widział dokładnie, gdzie i kiedy bandyci dopadli Piotrka. Dogonili go pomiędzy drzewami, gdy biegł do domku i pobili kijami. Nieprzytomnego już znaleźli koledzy. Wezwali pogotowie. Inny chłopak miał złamaną rękę i wybity ząb. Dopiero, gdy przyjechało pogotowie ratunkowe trzeci z poszkodowanych zorientował się, że jest ranny, że z boku leci mu krew. Wcześniej z powodu adrenaliny nie czuł bólu w draśniętym kulą boku.
    Wkrótce po karetce na miejsce dotarli policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Łosicach. Część z nich była w mundurach, część w ubraniach cywilnych. Wtedy jeden z poszkodowanych powiedział, że policjant w cywilu był w ośrodku wcześniej. I że to on właśnie strzelał...
    Policjant? To absurd...
    Mieszkańcy Milejczyc nie ukrywają, że w dniu napadu pili alkohol. Przyjechali przecież do Serpelic po to, żeby się rozerwać. Ale podkreślają, że nie byli mocno pijani. Ot tak, "pod humor". Wystraszyli się, gdy wyjaśnianiem okoliczności napadu zajęli się policjanci z Łosic. Dotarły do nich pogłoski o związkach tamtejszych policjantów z siedlecką mafią. Anonimy w tej sprawie dotarły nawet do Komendy Głównej Policji. Pojawiły się też anonimy sugerujące, że napad miał podłoże narodowościowo-religijne. Wśród ofiar były bowiem osoby wyznania prawosławnego.
    - Nie lekceważymy żadnych informacji, są one sprawdzane, ale na razie nie ma żadnych dowodów na to, że wśród bandytów był policjant. - mówi Dariusz Kaczmarek, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Radomiu. - Z tego co wiem, podczas wstępnych przesłuchań mężczyzna, który rzekomo w Serpelicach "rozpoznał" policjanta, zeznał potem, że napastnik był podobny sylwetką do jednego z policjantów, ubrany w podobną koszulkę. A poza tym to trochę niewiarygodne: policjant miałby brać udział w napadzie, a potem przyjeżdżać tam służbowo?
    Chcąc uniknąć oskarżeń o stronniczość i tuszowanie sprawy zwierzchnicy odsunęli od śledztwa w sprawie bandyckiego napadu policjantów z Łosic. Sprawę - jako tzw. osobiste śledztwo - prowadzi Prokuratura Rejonowa w Siedlcach. Mieszkańcy Milejczyc uważają, że stało się tak po nagłośnieniu sprawy.
    Gdzie są łuski?
    Prokurator przesłuchał już policjantów z Łosic, wszystkich świadków z Milejczyc i pokrzywdzonych oprócz Piotrka. Na przesłuchanie tego ostatniego nie zgodzili się lekarze. Mężczyzna nie dość, że mocno ucierpiał fizycznie, to jeszcze napad pozostawił głębokie ślady w psychice. W szpitalu pracuje z nim psycholog.
    - Ciężko mi z tym, że nic nie pamiętam - mówi. - I z tym, że słabo widzę. Chciałbym sobie przypomnieć, jak to było, ale nie mogę.
    Prokurator Robert Więckiewicz, szef Prokuratury Rejonowej w Siedlcach często musi odpowiadać na pytania dziennikarzy dotyczące tej sprawy.
    - Na razie nie znaleźliśmy niczego, co procesowo potwierdziłoby udział w przestępstwie policjantów z Łosic - mówi. - Badamy ten wątek, ale jest on wątpliwy.
    Świadkowie pobicia, poszkodowani i ich rodziny są przekonani, że "brak dowodów procesowych" to skutek albo złej woli, albo niedbalstwa policjantów z Łosic.
    - Gdzie jest łuska z pistoletu, z którego zraniono naszego kolegę? - pytają. - Gdyby sprawa była czysta, to szybko można byłoby to udowodnić zabezpieczając łuskę i ustalając pistolet, z którego została wystrzelona. Ale policjanci zabrali się za szukanie łuski za późno i nieudolnie. I w rezultacie niczego nie znaleźli.
    Prokurator broni policjantów:
    - Szukali łuski przy użyciu wykrywacza metali - mówi. - Ale teren tego ośrodka jest bardzo obszerny, zdarzenia były dynamiczne, napastnicy i poszkodowani przemieszczali się z miejsca na miejsce. Było ciemno. Potem nie potrafili precyzyjnie podać miejsca, z którego oddano strzały. Szukano długo, ale nie znaleziono.
    - Jak się nie chce czegoś znaleźć, to się tego nie znajdzie - stwierdzają poszkodowani. - Zaczęto szukać łuski za późno, wtedy, kiedy już pracownicy ośrodka posprzątali. Nie dziwię się im, krew czy ząb na ziemi nie jest dobrą reklamą dla ośrodka wczasowego.
    Boją się zemsty
    W Milejczycach i okolicy huczy od plotek. Wiele osób jest przekonanych, że "ich" chłopaków zaatakowała mafia, która ma powiązania z policją.
    - Nie rozumiem, dlaczego napastników jeszcze nie znaleziono, choć minęły już prawie dwa miesiące - denerwuje się Monika, która codziennie przychodzi do szpitala do Piotrka i opiekuje się nim. - Z tego, co wiem, bandyci byli do połowy rozebrani. Była noc, więc można wnioskować, że mieszkali albo w tym samym ośrodku, co nasi, albo gdzieś w pobliżu. Są przecież książki meldunkowe w recepcji, jak ktoś przyjeżdża, to zgłasza się tam. Czy policja w ogóle zabezpieczyła taką książkę w "Partnerze"? Jeśli nie zrobiła tego od razu, to do tej pory mógł je ktoś sfałszować.
    Koledzy Piotrka bardzo interesują się śledztwem. Zależy im na tym, żeby sprawa nie została zatuszowana. Dlatego pisali różne wnioski do prokuratury. Sprawie obiecał się przyjrzeć prokurator krajowy. Niektórzy z uczestników opisanych zdarzeń czują się zastraszeni, boją się o nich mówić. Sami już nie do końca wiedzą, czego się boją. Czy nieprzyjemności ze strony policjantów, na których rzucili cień podejrzenia, czy ataku ze strony przestępców powiązanych z mężczyznami, którzy zaatakowali ich w Serpelicach? Za to, że zeznają, uczestniczą w czynnościach procesowych. Dlatego - twierdzą - są coraz mniej pewni podczas przesłuchań.
    Przeraża ich także to, że ich kolega był o krok od śmierci, czeka go długie leczenie i nie wiadomo, czy w pełni odzyska zdrowie. Pojechali przecież tylko odpocząć nad Bugiem, pobawić się. A weekendowy wypad za miasto przerodził się w koszmar.
    - Boże, gdybym mógł cofnąć czas, to bym został w domu - płacze Piotrek.
    To byli zwykli bandyci?
    Na razie policja i siedlecka prokuratura nie chcą ujawniać postępów w śledztwie.
    - Zapewniam, że zajmujemy się sprawą wnikliwie i jeśli potwierdzi się udział policjantów w zdarzeniu, nie zostanie zatuszowany. Ale powtarzam, że na razie nie ma takich przesłanek - mówi prokurator Robert Więckiewicz. - Naszym zdaniem, nie ma też podstaw do twierdzenia, że mieszkańców Milejczyc zaatakowali członkowie zorganizowanej grupy przestępczej. To byli raczej zwykli chuligani z kijami.
    Ale czy zwykły chuligan chodzi z pistoletem? - zastanawiają się poszkodowani. Broni do dziś nie znaleziono.
    - Przecież nie raz na wsi dochodzi do starć na zabawie - mówią koledzy Piotrka. - Ktoś spojrzy nie tak, ktoś kogoś potrąci i kłótnia gotowa. Ale kończy się z reguły na przepychankach, najwyżej ktoś komuś da w zęby. Ale żeby strzelać? Okładać kijami po głowie? I to praktycznie bez żadnej kłótni, bez powodu?
    Nieoficjalnie wiadomo, że jedna z wersji śledztwa zakłada, że mieszkańcy Milejczyc zostali zaatakowani przez pomyłkę, że napastnicy czatowali na kogoś zupełnie innego. Ale na kogo? Nie wiadomo. No i jeśli sprawcy czatowali na kogoś z pistoletem i bejsbolami, to raczej nie są chuliganami lecz kimś, kogo zadaniem jest nastraszenie czy pobicie. Taką robotą zajmują się "żołnierze" z gangu.
    Prokurator Więckiewicz przyznaje, że jak dotąd nie udało się ustalić motywu ataku. Ale są już pierwsze ustalenia dotyczące napastników.
    - Na razie nikt nie został zatrzymany, ale mamy już pewne "namiary" - mówi prokurator. - Sprawcy odpowiedzą za pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Dlaczego nie za usiłowanie zabójstwa? Nie możemy każdego pobicia kwalifikować jako usiłowania zabójstwa. Ale sprawa jest w toku i pewne rzeczy mogą się zmienić. Treść zarzutów będzie m. in uzależniona od stanu zdrowia poszkodowanego przebywającego w białostockim szpitalu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama