Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    To był demoniczny atak zła

    <B>To był demoniczny atak zła</B>

    rozmawiała Agnieszka Kaszuba

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    O śmierci, przemijaniu i "trudnych pytaniach" z dr Zbigniewem Kaźmierczakiem rozmowa z filozofem z Uniwersytetu w Białymstoku
    Po tragicznych wydarzeniach z 30 września, większość białostoczan stawia sobie pytanie: dlaczego właśnie oni? Przecież pielgrzymowali do Częstochowy, aby się modlić. Jak wytłumaczyć taki paradoks? Czy w ogóle da się go wytłumaczyć?
    - Dla mnie, kiedy myślę o tym wydarzeniu, kiedy myślę o nim ze ściśle religijnego punktu widzenia, jest ono jakimś demonicznym atakiem zła. Niewiele oczywiście zmienia tutaj fakt, że takich wydarzeń w historii ludzkości było wiele i przybierały one o wiele tragiczniejsze formy, np.
    w obozach koncentracyjnych. I niewiele zmienia także tutaj fakt, że cały czas tragizm umierania pojawia się w setkach tysięcy pojedynczych istnień jednostek - nawet w tej chwili kiedy rozmawiamy - które umierają w szpitalach, domach, hospicjach, o czym nie informują żadne media. Niewątpliwie nie powinniśmy tracić z oczu tej perspektywy. Problem jednak pozostaje: jeżeli to tragiczne wydarzenie z 30 września jest jednym z bardziej złośliwych ataków diabła, dlaczego Bóg do niego dopuścił? Dlaczego nie przeszkodził, aby demony dokonały swojego dzieła spustoszenia? Szczerość wobec samego siebie i wrażliwość na ból wszystkich, których ta tragedia dotknęła nakazuje odrzucenie wszelkich pocieszających przypuszczeń i przyjęcie jednej jedynej postawy: solidarności w milczeniu.
    Dlaczego tak trudno oswoić się nam ze śmiercią?
    - Pierwsza myśl, jaka się nasuwa jest taka: biologiczny instynkt samozachowawczy ucieka przed śmiercią. Problem w tym, że w wypadku człowieka temu biologicznemu instynktowi towarzyszy zdolność do myślenia, do samoświadomości, a więc także do przewidywania naszej przyszłej śmierci. To połączenie jest, że tak powiem, niefortunne, bo przewidując własną śmierć, ciągle żyjemy w poczuciu zagrożenia śmiercią. W konsekwencji nasz instynkt samozachowawczy - zwłaszcza u osób wrażliwszych i bardziej myślących - jest nadwyrężony.
    Czy zjawisko śmierci w takim razie jest w ogóle do oswojenia
    - Jest to dyskusyjne, czy rzeczywiście śmierć jako taka jest czymś trudnym do oswojenia. Trudno raczej oswoić się z tym, co poprzedza i następuje po śmierci. Trudno oswoić się z cierpieniem agonii. Ale nie zapominajmy, że dla wielu ludzi śmierć jest wyzwoleniem, na które czekają z tęsknotą. Z tęsknotą, do której normalnie wstydzą się przyznać. Trudno oswoić się ze śmiercią także dlatego, gdyż obawiamy się tego, co może nas czekać po śmierci. W perspektywie chrześcijańskiej istnieje nie tylko biologiczny lęk przed unicestwieniem, ale także lęk przed sądem boskim, który czeka człowieka po śmierci.
    Czy filozofowie mieli jakieś sposoby na oswajanie się ze śmiercią?
    - Filozofowie starożytni w większości nie filozofowali w innym celu, jak właśnie w tym, aby osiągnąć szczęście, a to zawsze oznaczało przezwyciężenie lęku przed śmiercią. Stoicy wzywali do postawy racjonalnej tzn. do zgody na to, na co nie mamy wpływu. Epikurejczycy dowodzili, że nie potrzeba bać się śmierci, bo dusza po śmierci nie istnieje (a więc nie spotka nas kara bogów). Twierdzili, że nie potrzeba bać się śmierci, bo kiedy my jesteśmy, nie ma śmierci, a kiedy jest śmierć, nie ma nas. W innym kręgu kulturowym, mianowicie w starożytnych Indiach, spokój ducha znajdowano w rezygnacji z chęci życia, mówiono, że wszystko jest cierpieniem, a więc nie ma w tym nic specjalnie dziwnego, że teraz czy później spotka cię cierpienie w postaci umierania i śmierci. W czasach chrześcijańskich, od średniowiecza po barok, podręczniki dobrej śmierci, ars moriendi, były wprost bestsellerami. Na ścianach świątyń i cmentarzy malowano tańce śmierci, danses macabres, które miały uzmysławiać równość wszystkich, bogatych i biednych, w obliczu śmierci. Rozmaite strategie w przezwyciężaniu lęku przed śmiercią są niemal nieskończone. Do XIX wieku śmierć była głównym tematem kultury nie tylko wśród ludzi bardzo religijnych.
    Czy obecnie filozofowi jest łatwiej pogodzić się ze śmiercią, niż zwykłemu człowiekowi?
    - Współcześnie niestety zajęcie zawodowego filozofa nie ma nic wspólnego z praktycznym stosunkiem do śmierci i umierania. Dzisiaj filozofia jest w większości pisaniem tekstów i komentowaniem wybitnych filozofów. Kiedy zjeżdżają się, na przykład, filozofowie na zjazdy filozoficzne, głównie omawiają cudze poglądy. Prawie nikt już nie mówi, co myśli o świecie. W takim przypadku trudno oczekiwać, że ktoś powie cokolwiek o rzeczy tak angażującej własną osobę, jak śmierć i umieranie. Po sztukę życia i śmierci musimy się zwracać do filozofów i ludzi duchowości z dawniejszych czasów.
    Inna sprawa, że za taki brak strategii w podchodzeniu do śmierci odpowiedzialna jest cała współczesna kultura, całe społeczeństwo. Wydaje mi się, że jest to sprawa kluczowa. Angielski badacz tej kwestii Geoffrey Gorer nazwał to zjawisko "pornografią śmierci" - o ile jeszcze w XIX wieku nie wolno było w wiktoriańskiej Anglii mówić o seksie, a wolno było mówić o śmierci, to dzisiaj odwrotnie, śmierć stała się czymś w rodzaju nowej pornografii - dziś nie można mówić o śmierci, choć naturalnie wolno, a w niektórych mediach, wręcz należy mówić o seksie.
    Czyli nie chcemy wcale mówić i słyszeć o śmierci?
    - Społeczeństwo tłumi kwestię umierania i śmierci i my wszyscy jesteśmy tego ofiarami. Wstydzimy się nawet myśleć o tym, jak uczyć się umierać (a różnych strategii w tej mierze jest, jak powiedziałem, bardzo wiele), bo w oczach naszych bliźnich oznaczałoby to, że jesteśmy pozbawieni siły, że nasze moce życiowe nas opuściły, że chylimy się ku upadkowi. Tak, dzisiaj utrwalone jest częściowo podświadome przekonanie, że na cmentarzu leżą jedynie pechowcy i nieudacznicy.
    Zwróćmy uwagę, że nawet duchowni, którzy tradycyjnie głosili memento mori nie chcą niepokoić wiernych, wzywając głównie do moralnego życia czy do troski o godne życie. Jednostka zostaje więc sama ze sobą ze swoim lękiem przed śmiercią.
    Śmierć powinna być rzeczą naturalną dla każdego człowieka. Jednak tak nie jest. Dlaczego?
    - Jak powiedziałem, cała kultura oddaliła się od postawy wobec śmierci, w której akceptuje się ją jako naturalne wydarzenie życia. Tłumimy myśl o śmierci, wywyższając młodość, sukces, organizując pięknie mieszkania - co oczywiście jest mitem. Jako jednostki możemy oczywiście powrócić do bardziej naturalnego podejścia, ale obawiamy się, że oznaczać to będzie izolację społeczną, obawiamy się, że przekroczymy jakąś granicę, za którą jako jakieś istoty wynaturzone, ani nie zwyciężymy lęku przed śmiercią, ani nie będziemy już w stanie powrócić do społeczności.
    Z drugiej strony, chrześcijaństwo nauczyło nas i nadal uczy, co jednak pewnie powinniśmy na nowo przemyśleć, że śmierć nie jest wcale wydarzeniem naturalnym i zamierzonym przez Boga, ale że jest wynikiem grzechu pierworodnego pierwszych ludzi. Że jest wynikiem działania szatana, który rękami pierwszych ludzi sprowadził śmierć na ludzkość. Jeżeli ujmuje się śmierć w takim kontekście, trudno jest sądzić, jak czynili to np. starożytni Grecy, że zgoda na śmierć ma przynieść spokój. Jak sposobem, myśląc po chrześcijańsku, zgoda na dzieło szatańskie, miałaby przynieść spokój?
    Katolicy wierzą, że śmierć to przejście do nowego, lepszego życia. Mimo tego boją się śmierci i długo rozpaczają po zmarłych bliskich. Dlaczego? Czyżby ich wiara była zbyt mała, czy są tego inne powody?
    - Oczywiście, wiara jest rzeczywistością dramatyczną. Zaufanie towarzyszy w niej ciągle zwątpieniu. Trudno popaść tutaj w pewność siebie i optymistyczny nastrój. Sądzę jednak, że przesadny lęk przed śmiercią i rozpacz po zmarłych dowodzi bez wątpienia małej wiary. Wiara bowiem zakłada, że Bóg jest nie tylko sprawiedliwy, ale także miłosierny i że miłosierdzie jest bardziej znaczącą cechą Boga niż sprawiedliwość. Wiara zakłada, że po śmierci znajdziemy się w rękach dobrego Ojca-dobrej Matki, nie surowego Sędziego.
    Trzeba by także wspomnieć o innej rzeczy: o grzebaniu zwłok. Myślę, że świadomość, iż ciało bliskiej osoby, które jeszcze niedawno dotykaliśmy czy przytulaliśmy rozkłada się pod ziemią i zjadane jest przez obrzydliwe robaki, jest w dużym stopniu odpowiedzialna za traumę związaną ze śmiercią bliskich i przyszłą śmiercią każdego z nas. Myślę, że jako całe społeczeństwo powoli dojrzewamy do przezwyciężenia tego niezrozumiałego zwyczaju, który obecnie nie jest postrzegany przez władze kościołów za religijnie niezbędny.
    Jak radzić sobie ze śmiercią bliskich osób? Czy filozofia zna na to jakieś sposoby?
    - Musimy cały czas mieć w pamięci to, że myślimy w ramach kultury, która tłumi myśl o śmierci. Jak jest śmierć najczęściej tłumiona? Nie tylko np. przez alkohol czy pracę, ale również przez kontakty z ludźmi, kontakty z bliskimi. Zakładamy, że bliscy mają nas wyzwolić od lęku przed śmiercią. Ktoś powiedział: Ludzie, dla których jestem podporą, utrzymują mnie przy życiu. I na pewno bliscy w dużym stopniu to czynią. Problem pojawia się wtedy, kiedy bliski jest jedynym "lekiem na całe zło" - wtedy jego odejście ujawnia boleśnie naszą słabość, która jest wtedy większa niż być musi.
    Profilaktycznie powinniśmy znajdować siłę w sobie samych, przede wszystkim w kontakcie z Transcendencją, obojętnie jak ją pojmujemy, a wtedy śmierć osoby bliskiej nie będzie dla nas druzgocąca. Kiedy zaś już to nastąpi, powinniśmy, idąc choćby za radą filozofii stoickiej, pogodzić się z nieuchronnym, wyraźnie odróżnić to, na co mamy wpływ i na co nie mamy wpływu, i szukać nowych sposobów na satysfakcję w życiu.
    Być może w naszej nowej orientacji w życiu pomoże nam też myśl, że jeśli płaczemy zbyt mocno po śmierci bliskiej osoby, to w rzeczywistości płaczemy nad samymi sobą, nie nad osobą, która odeszła i która być może jest już szczęśliwa w świecie, w której nie grozi jej już ani choroba, ani śmierć. Oczywiście nie ma gwarancji, że w zderzeniu z odejściem bliskich osób, takie czy podobne rady zwyciężą smutek. Ale że pomogą go przezwyciężyć - co do tego powinniśmy być pewni.
    Śmierć, szczególnie bliskiej osoby pozostawia ogromna pustkę. Czy można i jak ją wypełnić?
    - Jeżeli naprawdę dobrze życzyliśmy zmarłej osobie, to niekiedy powinniśmy być zadowoleni z faktu jej śmierci, mianowicie wtedy kiedy życie przynosiło już jej bardzo wiele cierpienia. Jest to prawda niezależna od tego, czy ktoś wierzy w życie po śmierci czy też nie.
    Dziękuję za rozmowę.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama