Współczesna
    TV

    Współczesna TV

    Rozwiń
    Współczesna
    TV
    Zwiń

    Współczesna TV

    Współczesna TV, czyli nowa telewizja internetowa. Od poniedziałku do piątku specjalnie dla Was tworzymy ekskluzywne materiały wideo dotyczące regionu!

    Zabrali ciągnik i dobrą opinię!

    Zabrali ciągnik i dobrą opinię!

    Aleksandra Parkowska

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Stanisław Marcinkieiwcz odzyskał swój ciągnik po 5 miesiącach oczekiwań. Przez ten czas jednak nad  jego gospodarstwem zawisło widmo  bankructwa. Stracił

    Stanisław Marcinkieiwcz odzyskał swój ciągnik po 5 miesiącach oczekiwań. Przez ten czas jednak nad jego gospodarstwem zawisło widmo bankructwa. Stracił część ziemi i popadł w długi. ©A. Parkowska

    Stanisław Marcinkiewicz z niewielkiej wsi koło Lipska, zadłużył się i stracił ziemię, bo przez pięć miesięcy jego ciągnik stał na policyjnym parkingu. Stróże prawa podejrzewali bowiem, że został on wcześniej skradziony. Przypuszczenia te wykluczył specjalista. Ale rolnikowi "świat runął na głowę".
    Stanisław Marcinkieiwcz odzyskał swój ciągnik po 5 miesiącach oczekiwań. Przez ten czas jednak nad  jego gospodarstwem zawisło widmo  bankructwa. Stracił

    Stanisław Marcinkieiwcz odzyskał swój ciągnik po 5 miesiącach oczekiwań. Przez ten czas jednak nad jego gospodarstwem zawisło widmo bankructwa. Stracił część ziemi i popadł w długi. ©A. Parkowska

    -Tyle mam problemów z tym moim gospodarstwem - mężczyzna o zniszczonych dłoniach ociera łzy. -Dzikie zwierzęta, wylewająca rzeka, a teraz jeszcze dodatkowe biedy dokłada mi wymiar sprawiedliwości. Jak tak dalej żyć?
    Rogożyn Nowy to maleńka wieś położona siedem kilometrów od Lipska. Tam właśnie wraz z żoną i trójką dzieci mieszka Stanisław Marcinkiewicz. Gospodarstwo mają zadbane, bo mężczyzna jest pracowity i często zajmuje się nim od świtu do zmroku. Mimo to, jak mówi, nie przelewa im się.
    - Ziemię dostaliśmy po rodzicach żony - opowiada. - I tak jakoś sobie radzimy. Choć łatwo nie jest, bo nękają nas dzikie zwierzęta. Gospodarstwo położone jest w otulinie Biebrzańskiego Parku Narodowego i dlatego lazą do mnie bez przerwy.
    Jednak prawdziwe problemy dopadły go w styczniu.
    Ciągnik z Warszawy?
    - Siedemnastego grudnia jechałem sobie jak zwykle do mleczarni - zaczyna opowieść Marcinkiewicz. - Nagle zatrzymał mnie policyjny patrol. Jedno światło trochę słabiej świeciło, więc pomyślałem, że to dlatego. Nie miałem jednak przy sobie dokumentów, ale u nas na wsi to normalne. Nie nosimy ich przy sobie, bo można zgubić, albo gdzieś wpadną i potem tylko kłopoty.
    Policjanci nie byli jednak wyrozumiali. Traktor został skonfiskowany.
    Przy okazji rolnik dowiedział się, że maszyna o takich samych numerach silnika została skradziona w okolicach Warszawy.
    - Zamurowało mnie - tłumaczy mężczyzna. - Przecież pamiętam jak ją kupowałem. Od takiego staruszka co to był pierwszym właścicielem. Szybko więc pobiegłem do chaty po dokumenty, umowę kupna sprzedaży, kartę pojazdu, opłatę skarbową. Wszystko to zawiozłem do Powiatowej Komendy Policji w Augustowie.
    Niestety, przedstawione dokumenty, nie przekonały policjantów. Stanisław Marcinkiewicz usłyszał, że jego pojazd musi obejrzeć biegły z dziedziny mechanoskopii. Traktor został więc przewieziony do Komendy Miejskiej w Suwałkach.
    -Myślałem, że potrwa to dzień, no może kilka dni - wyjaśnia. - Byłem przekonany, że nie mają racji, ale nie chciałem się kłócić. Na to jednak, co mi zrobili nie byłem przygotowany.
    Długie pięć miesięcy
    O tym, że ciągnik może postać na parkingu nawet do sześciu miesięcy, dowiedział się podczas jednej z wizyt na komendzie.
    - Poszedłem by zapytać, czy może już odszukali te numery, a oni mówią, że czekać trzeba, bo specjalista ma dużo roboty. Gdy usłyszałem ile, załamałem się - głos rolnika drży.
    Tłumaczy, że w jego gospodarstwie ciągnik jest podstawową maszyną.
    - Nie dam rady ręcznie przenosić 700 kilogramowych beli z sianem - przekonuje. - Poza tym, trzeba przecież obrabiać ziemię, więc musiałem wypożyczać go od ludzi i za to płacić.
    Prośby o przyspieszenie wykonania ekspertyzy nie odnosiły jednak rezultatu. Wciąż słyszał, że jest kolejka i trzeba czekać. Wkrótce więc ziemią mógł się już nie zamartwiać. Dzierżawca widząc, że nie daje rady pielęgnować wszystkich gruntów, część z nich mu odebrał.
    - Nie zawsze mogłem pożyczać traktor - Marcinkiewicz nie ukrywa już łez. - Nie miałem pieniędzy, albo nie było od kogo. Tyle ziemi mi przepadło, tyle ziemi...
    Tata złodziej
    W maju dostał zawiadomienie, że może odebrać maszynę. Przeprowadzona przez biegłego opinia wykazała bowiem, że ciągnik, którego jest właścicielem, nie został skradziony. Jednak te 131 dni oczekiwań kosztowało Stanisława Marcinkiewicza ponad 20 tysięcy złotych. Ale poniósł nie tylko straty materialne. Gorszą rzeczą była utrata dobrej opinii w oczach mieszkańców wsi.
    - Wyszedłem na złodzieja - mówi cicho. - Ludzie na mnie patrzą krzywo, a dzieci kilka razy już słyszały, że ich ojciec to kryminalista. Nie rozumiem, jak można tak zgnoić człowieka. A najgorsze jest to, że stoi za tym policja i prokuratura.
    Zapracowany biegły
    Andrzej Murawski, oficer prasowy augustowskiej komendy policji dobrze zna historię rolnika z Rogożyna Nowego. Współczuje mu, ale wyjaśnia, że oczekiwanie na wykonanie ekspertyzy trwa zwykle bardzo długo.
    - Wszystko przez to, że biegli mają mnóstwo pracy - informuje. - Policja zatrzymuje bardzo wielu kierowców, których auta należy sprawdzić pod kątem tego, czy nie pochodzą z kradzieży. Kolejka jest więc długa i niestety, trzeba czekać.
    To samo mówi Hanna Lewczuk z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.
    - Ekspertyzę można przyspieszyć tylko wtedy, gdy w chodzi w grę pozbawienie wolności człowieka - informuje. - W innych przypadkach, obowiązuje kolejność przyjęcia zlecenia. Wiem, że jest to bardzo uciążliwe, ale takie są procedury. Policja nie ma dość pieniędzy, by zatrudniać prywatnych rzeczoznawców.
    Stanisław Marcinkiewicz wysłał do policji żądanie o odszkodowanie za poniesione straty. Okazuje się jednak, że może nie otrzymać żadnych pieniędzy.
    - Człowiek ten nie ma szans na uzyskanie odszkodowania, ponieważ nie doszło do złamania prawa - przekonuje Hanna Lewczuk. - Nikt tu nie zawinił.
    Dlatego mężczyzna zamierza wysłać do ministra sprawiedliwości skargę na działania policji i prokuratury.
    - Jak to możliwe, by w państwie prawa, dochodziło do takiego lekceważenia obywateli - pyta retorycznie. - Może tam na górze wezmą w obronę nas maluczkich? Przecież to człowiek powinien być najważniejszy, a nie jakieś sztywne przepisy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama