Jak pokonać dyktatora

    Jak pokonać dyktatora

    Anna Perkowska

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Wybory na Białorusi już niebawem. Im bliżej, tym bardziej Łukaszenka jest wściekły i szuka różnych sposobów, żeby unieszkodliwić pozostałych kandydatów do fotela prezydenta. Pokazują to ostatnie dni. Ale pokazują też, że coraz więcej osób jednoczy się z Białorusią.
    Czy istnieją siły, które mogą dać naszym sąsiadom demokrację i powstrzymać tak zwanego ostatniego dyktatora w Europie? Ma on na sumieniu przede wszystkim to, że izoluje swój naród i niszczy w nim wszelkie przejawy samodzielnego myślenia.
    Możliwe trzęsienie
    - Dwanaście lat ciężkiej pracy Łukaszenki, żeby zniechęcić ludzi do jakiejkolwiek aktywności gospodarczej czy obywatelskiej powoduje, że szanse na zwycięstwo opozycji w wyborach prezydenckich są naprawdę niewielkie. Z drugiej strony, patrząc na wydarzenia na Ukrainie można powiedzieć, że z tym jest jak z trzęsieniem ziemi, które można przewidzieć na piętnaście sekund przed - mówi Marcin Rębacz.
    Łukaszenka przez swoje działania doprowadził naród do apatii i braku wiary we wszelką odmianę swego położenia. Wśród dużej części społeczeństwa białoruskiego istnieje bowiem przekonanie, że inaczej być nie może. A władze białoruskie utwierdzają swoich obywateli w przekonaniu, że na Białorusi panuje powszechny dobrobyt i niczego nie trzeba zmieniać. I właśnie zmiana mentalności ludzi jest głównie kluczem do zwycięstwa. Do tego potrzebna jest pomoc z zewnątrz w postaci niezależnych mediów, które informowałyby ludzi o tym, co się dzieje zarówno na świecie, jak i na Białorusi.
    Nadzieja w wyborach
    Szansą na to, że na Białorusi może się coś zmienić są oczywiście wybory. Jednak Łukaszenka, od dawna realizuje swój misterny plan. Robi wszystko, żeby te wybory wygrać. W jednym z wystąpień telewizyjnych powiedział nawet, że wybory wygra, nawet jeżeli miałby walczyć o to z bronią w ręku. Co jakiś czas Łukaszenka - chytry i przebiegły lis - zaskakuje coraz to nowymi pomysłami. Najpierw wybrał możliwie najwcześniejszy termin wyborów prezydenckich. Wszystko po to, żeby jego przeciwnicy mieli jak najmniej czasu na przygotowanie się i co najważniejsze - zebranie stu tysięcy podpisów.
    Teraz zaczyna nękać swoich wyborczych przeciwników, zarzucając im niewłaściwy sposób działania.
    Pierwsze ostrzeżenia
    Jednym z opozycyjnych kandydatów jest Aleksander Milinkiewicz. W ubiegłą sobotę prokurator rejonowy w Smorgoniach wezwał do siebie Alesia Dziergaczowa, który kieruje sztabem grupy inicjatywnej Alaksandra Milinkiewicza w rejonie smorgońskim. Prokurator Mikołaj Malinowski podsunął mu do zapoznania się oficjalne ostrzeżenie na piśmie. Prokurator napisał w nim o niedopuszczalności łamania prawa, ponieważ Aleś Dziergaczow zajmuje się wydawaniem biuletynu "Nasz Smorgoński Kraj", w którym poruszane są problemy kampanii wyborczej oraz przedrukowywane wystąpienia i artykuły z innych gazet. W piśmie prokurator podkreślił: "W celu zapobieżenia możliwemu złamaniu prawa ostrzegam o niedopuszczalności dalszego łamania ustawy "O prasie i innych masmediach", ordynacji wyborczej i innych ustaw Republiki Białoruś".
    Swoje działania profilaktyczne prokurator Mikołaj Malinowski wytłumaczył w następujący sposób:
    - Dlatego go wezwałem, bo on w dalszym ciągu będzie wydawać swoje gazety. Tak trzeba było postąpić: a nuż raptem zrobi coś nie tak. Lepiej wcześniej ostrzec, niż potem karać.
    Aleś Dziergaczow, z wykształcenia prawnik, jest wielce zdziwiony tym ostrzeżeniem:
    - Myślę, że te działania wywołane są wielkim strachem. Oni nie wiedzą, co mają robić. Widzą, że wydawnictwa ukazują się, wychodzą zgodnie z prawem, ale trzeba im w tym jakoś przeszkodzić. Na przykład zastraszyć wydawcę.
    Łukaszenka mówi: stop kampanii
    We wtorek białoruskie władze oskarżyły dwóch opozycyjnych kandydatów, którzy zamierzają ubiegać się o fotel prezydenta: Zianona Paźniaka i Aleksandra Milinkiewicza o to, że naruszyli ordynację wyborczą. Zdaniem obserwatorów, to kolejna prowokacja ze strony władz, które obawiają się zagrożenia ze strony kandydatów. A mianowicie Centralna Komisja Wyborcza zarzuca im przedwczesne rozpoczęcie kampanii wyborczej i rozdawanie materiałów drukowanych podczas akcji zbierania podpisów. Tymczasem sztaby Aleksandra Milinkiewicza już wcześniej apelowały, że Milinkiewicz rekwiruje im kalendarze, które są traktowane jako materiały przygotowane przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej.
    Telewizja: kolejne źródło
    Władze białoruskie skutecznie wykorzystują publiczne media, których są posiadaczami, do dezinformacji społeczeństwa. To jeszcze jeden element sposobu działania Łukaszenki. Niedawno wyemitowano program o skali bezdomności w Polsce, pokazujący ilość bezdomnych w Białymstoku. W podtekście była oczywiście informacja: Spójrzcie co was czeka, jeżeli wybierzecie inną władzę. Przypadki pokazywania tylko ciemnych stron Zachodu można mnożyć. Łukaszenka dąży bowiem do całkowitej izolacji narodu. Ofiarą zależnych od władzy mediów padł też Andrzej Poczobut. Najpierw w niedzielę jeden z kanałów białoruskiej telewizji wyemitował program, w którym nazwano go kryminalistą. Poinformowano również, że toczy się przeciwko niemu kilka spraw karnych. Poczobut podkreślił, że on wie tylko o jednej - dotyczącej rzekomego zastraszania szefa Domu Polskiego w Szczuczynie. Na początku tego tygodnia białoruska milicja chciała go zatrzymać. Nie udało się, ponieważ nie było go w domu.
    Niezależne media
    Dlatego na Białorusi potrzebne są niezależne media. Zapewne - jak podkreśla Marcin Rębacz, szef Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska - Białoruś - powstanie radia, które nadawałoby na Białoruś niczego już teraz nie zmieni w sensie tego, że nie wpłynie na wynik wyborów.
    - Do wyborów pozostało niewiele czasu. I funkcjonowanie takiego radia niczego nie zmieni. Nie mniej jednak taka rozgłośnia jest potrzebna, nawet jeżeli opozycja wygra wybory - tłumaczy Marcin Rębacz.
    Powstanie niezależnego radia nadającego na Białoruś - według zapewnień premiera Kazimierza Marcinkiewicza -ma nastąpić w ciągu kilku tygodni.
    Rober Tyszkiewicz, podlaski poseł Platformy Obywatelskiej mówi, że byłoby to radio działające na bazie Radia "Racja" i nadawałoby z Białegostoku.
    - Chcemy, żeby to było finansowane ze środków z budżetu państwa oraz z pieniędzy fundacji międzynarodowych, działających na rzecz demokracji - tłumaczy Robert Tyszkiewicz. Dodaje też, że powstanie takiej rozgłośni radiowej jest możliwe w ciągu kilku tygodni.
    Niewykluczone też, że w Białymstoku może powstać stacja telewizyjna nadająca na Białoruś.
    - Jest przetarg w komisji europejskiej do którego przystępuje Telewizja Polska i Radio Białystok. Trudno mi powiedzieć, jakie są szanse tego przetargu, bo są bodajże cztery konsorcja. Komisja Europejska ma podjąć niebawem taką decyzję. Mówiono, że z końcem stycznia taka decyzja będzie - tłumaczy prof. Barbara Kudrycka, eurodeputowana z Podlasia.
    Obserwatorzy na wybory
    Niewątpliwie duże znaczenie będzie miało wysłanie niezależnych obserwatorów na marcowe wybory na Białorusi. Premier Kazimierz Marcinkiewicz zapewniał o wysłaniu obserwatorów organizacji międzynarodowych na śledzenie wyborów prezydenckich i podjął decyzję o wyasygnowaniu środków. Nie podał, jaka to kwota.
    Fundacja im. Stefana Batorego we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych prowadzi już rekrutację długoterminowych wyborów prezydenckich na Białorusi. Ma zamiar wybrać 5 osób. Wyjazd jest planowany po 15 lutego i ma potrwać cztery tygodnie. Wkrótce Fundacja Batorego ma zamiar też ogłosić rekrutacje na obserwatorów krótkoterminowych.
    Wyjdziemy na ulice!
    Co się stanie, jeżeli Łukaszenka znowu, po raz kolejny przechytrzy zarówno swoich przeciwników jak i niezależnych obserwatorów i wygra wybory?
    - Wyjdziemy na ulicę, jeżeli okaże się, że wybory zostały sfałszowane - mówi z przekonaniem Aleksander Milinkiewicz
    - A nie boi się pan?
    - Boję się o swoją rodzinę. Jeżeli chodzi o mnie, to są takie momenty, kiedy człowiek przestaje się bać - mówi Aleksander Milinkiewicz.
    Póki co na razie jego ludzie próbują przekonywać wyborców i docierać z informacją. Wydawane są też podziemne gazety, tak jak w Polsce w czasach stanu wojennego. Milinkiewicz miał nawet swój występ w telewizji publicznej. To, że tam się znalazł niektórzy obserwatorzy postrzegają jako kolejną pułapkę Łukaszenki.
    Na ulice natomiast wychodzą młodzi ludzie w Polsce. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Fundacja im. Roberta Schumana, a do akcji przyłączyli się młodzi ludzie z różnych organizacji. 16 dnia każdego miesiąca spotykają się w różnych miastach i na znak solidarności z Białorusią zapalają świeczki i wypuszczają kolorowe baloniki z przyczepionymi listami poparcia dla Białorusi.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo